Potem powiedział coś, co sprawiło, że wszyscy wokół łóżka zniknęli.
—Emma… to związek eksperymentalny.
Substancja występująca tylko w jednym miejscu.
Laboratorium medycznym.
Marcus stał nieruchomo przez kilka sekund po tych słowach, jakby wiedział, że właśnie otworzył drzwi, których już nigdy nie da się zamknąć, podczas gdy maszyny wokół Leo nadal śledziły delikatny rytm jego oddechu.
Poczułam głęboki dreszcz przebiegający mi po kręgosłupie, ponieważ w szpitalu było tylko jedno miejsce, gdzie pracowano z takimi związkami eksperymentalnymi, a ja znałam to miejsce lepiej niż ktokolwiek inny.
„Jaki związek?” zapytałam w końcu, starając się zachować spokój, gdy mój umysł zaczął rozważać każdą możliwość z desperacką precyzją lekarza i brutalnym cierpieniem matki.
Marcus zawahał się przez chwilę przed odpowiedzią, jakby zastanawiał się, co powiedzieć przed policjantami, którzy obserwowali teraz każdy nasz ruch zza zasłony.
„To syntetyczna neurotoksyna” – wyjaśnił ostrożnie – „pierwotnie opracowana do badań medycznych w celu kontrolowania ciężkich napadów padaczkowych, ale przyjęta w niewłaściwej dawce może sparaliżować układ nerwowy w ciągu kilku minut”.
Słowa uderzyły mnie z druzgocącą jasnością, ponieważ wiedziałem dokładnie, o jaką substancję chodzi, zanim jeszcze wypowiedział jej nazwę.
Marcus powoli podniósł wzrok.
„Tak”.
Na chwilę szpitalny hałas zdawał się całkowicie zanikać, zastąpiony ciężką ciszą, w której słychać było tylko mój oddech i nieregularny dźwięk pulsometru mojego syna.
NX-47 nie był zwykłą substancją.