Był to eksperymentalny związek chemiczny dostępny wyłącznie w szpitalnym laboratorium farmaceutycznym, przechowywany z zachowaniem ścisłych procedur bezpieczeństwa i dostępny wyłącznie dla upoważnionych badaczy.
Byłem jednym z tych badaczy.
Czułem na sobie wzrok funkcjonariuszy, zanim jeszcze któryś z nich się odezwał.
„Czy rozpoznaje pan tę substancję, doktorze?” – zapytał funkcjonariusz, zaciskając szczękę.
Spojrzałem na niego powoli.
„Tak” – odpowiedziałem.
Funkcjonariusz wziął cichy oddech, jakby właśnie potwierdził milczącą podejrzliwość.
„Więc zrozumie pan, dlaczego musimy zadać panu więcej pytań”.
Marcus natychmiast zrobił krok naprzód.
„To nie jest odpowiedni moment” – powiedział stanowczo. „Syn Emmy jest w stanie krytycznym, a jej rodzina nadal jest leczona”.
„Właśnie dlatego to pilne” – odpowiedział – „bo jeśli ktoś miał dostęp do tego związku i trafił on do kolacji dla trzech osób, musimy wiedzieć, jak do tego doszło”.
Poczułem ucisk w gardle, gdy znów spojrzałem na Leo.
Jego klatka piersiowa wciąż unosiła się z trudem pod maską tlenową, a każdy oddech przypominał cichą walkę z czymś niewidzialnym.
„Czy nic mu nie będzie?” – zapytałem cicho Marcusa.
Marcus spojrzał na monitor, potem na wyniki badań na ekranie tabletu, a potem z powrotem na Leo z miną, która zmroziła mi krew w żyłach.
„Robimy wszystko, co w naszej mocy”.
To była najgorsza odpowiedź, jakiej mógł udzielić lekarz.
Co oznaczało, że nikt nie był bezpieczny.
Ścisnąłem mocniej dłoń syna, czując, jak strach powoli przeradza się w coś mroczniejszego.
Determinacja.
„Odpowiem na wasze pytania” – powiedziałem w końcu policjantom – „ale nie tutaj”.
Funkcjonariusz skinął głową.
„Możemy skorzystać z gabinetu lekarskiego”.
Spojrzałem Na Marcusa.
„Nie będę się oddalał” – powiedziałem. „Jeśli coś się zmieni u Leo, chcę natychmiast o tym wiedzieć”.
Marcus skinął głową.
Obiecuję.
Wyszedłem z sali operacyjnej, a dwóch funkcjonariuszy szło po obu moich stronach i po raz pierwszy odkąd zacząłem nocną zmianę, poczułem, że szpital nie jest już moim znajomym miejscem.
Każdy korytarz wydawał się dłuższy.
Każde światło robiło się coraz zimniejsze.