Publicité

Cała wieś naśmiewała się z wdowy, która gromadziła na wzgórzu za dużo jedzenia.

Publicité

Nawet kojoty wędrujące po lesie zdawały się być zdezorientowane tym zapachem.

Wielu mieszkańców wioski zaczęło szemrać.

Pewnego popołudnia, podczas modlitwy różańcowej w San Miguel del Valle, pani Elvira, żona księdza, zauważyła z politowaniem, że gromadzę tyle jedzenia, jakbym spodziewała się, że Bóg ukarze dolinę głodem.

Niektórzy cicho się zaśmiali.

Ale ojciec Isaac spokojnie odpowiedział, że to całkiem możliwe,

ale że jest też jedynym w dolinie, który nigdy nie musiał prosić o kredyt w sklepie.

Szemranie trwało całe lato.

Mówili, że żal doprowadził mnie do szaleństwa.

Że nigdy nie otrząsnęłam się ze swojego żalu.

Dzieci z wioski nawet wyzywały się nawzajem, żeby wspiąć się na wzgórze i spojrzeć na „dziwną wdowę” z daleka.

Nikt nie rozumiał, co robi.

Nikt nie wiedział, przez co przeszłam.

Ponieważ nikt w tej dolinie nigdy nie doświadczył zimy, która odmieniła moje życie.

W grudniu 1883 roku mój mąż Samuel Valdés uchodził za najlepszego cieślę w trzech gminach.

Jego dłonie były silne od ciężkiej pracy.
Ale kiedy trzymał w nich moją twarz, robił to z czułością, która zawsze mnie zadziwiała.

Sam zbudował nasz dom, belka po belce.

W dniu rozstania wyrył nasze inicjały na framudze drzwi.

Spotkaliśmy się na uczcie ku czci świętego patrona i pobraliśmy się w małym glinianym kościółku, udekorowanym polnymi kwiatami.

Publicité