Niektórzy uśmiechali się nerwowo, myśląc, że to żart. Inni wymieniali zakłopotane spojrzenia, nie rozumiejąc, co się dzieje.
Staruszka powoli uniosła głowę.
— Jesteś pewien, że nie poradzisz sobie sam? — zapytała łagodnie.
Uśmiechnął się blado, lecz w jego oczach widać było napięcie.
— Gdybym był pewien… nie zadzwoniłbym do pani.
Ostrożnie wyjął z teczki zdjęcia i podał je jej. W tej samej chwili zapadła niemal grobowa cisza.
Wzięła je w dłonie. Jej palce przez moment drżały, po czym nagle stały się pewne i spokojne. Wpatrywała się w fotografie z niezwykłą koncentracją, jakby cały świat wokół przestał istnieć.
— To nie guz — powiedziała w końcu cicho. — To rzadkie powikłanie. Szukasz w złym miejscu. Jeśli wykonasz nacięcie tutaj… stracisz cenny czas… i pacjenta.
Młody chirurg wziął głęboki oddech.
— Więc gdzie?
Wskazała precyzyjnie. Bez wahania.
— Tutaj. I musisz działać szybko. Masz najwyżej czterdzieści minut.
Skinął głową — bez pytań, bez zwłoki.
Dopiero gdy się odwrócił, zatrzymał się na moment i powiedział, nie patrząc za siebie:
— Pozwólcie, że ją przedstawię… To dzięki niej zostałem chirurgiem.
Rozejrzał się po sali.
— Moja mentorka. Legenda, o której może słyszeliście… ale której nigdy byście nie rozpoznali.
Mężczyzna w garniturze spuścił wzrok. Kobieta w drogim płaszczu gwałtownie się odwróciła. Ktoś pospiesznie schował telefon.
Staruszka spokojnie zebrała zdjęcia, oddała je lekarzowi i powiedziała cicho:
— Proszę. Niech pan nie zawiedzie pacjenta.
Skinął jeszcze raz głową i szybko zniknął za drzwiami sali operacyjnej.