Amber nie zastanawiała się ani chwili. Otworzyła drzwi i wybiegła na zewnątrz w drobny deszcz.
— Hej, skarbie — wyszeptała, klękając obok niego. — Wszystko w porządku? Gdzie jest twoja rodzina?
Chłopiec spojrzał na nią ostrożnie, nie odpowiadając.
— Zimno ci? Chodź do środka — powiedziała łagodnie, popychając wózek do środka bez czekania na zgodę.
Zapach świeżo pieczonego ciasta i gorącej kawy otulił ich jak koc. Amber usadziła go przy kaloryferze, narzuciła ręcznik na ramiona i podała kubek gorącej czekolady z bitą śmietaną. Chłopiec milczał, ale nie wydawał się przestraszony.
Po piętnastu minutach zjadł już dwa tosty z serem i połowę kawałka wiśniowej tarty. Amber usiadła naprzeciwko niego.