— Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz — powiedziała — ale chciałabym znać twoje imię.
Chłopiec zawahał się, potem szepnął: — Liam.
Amber uśmiechnęła się. — Miło cię poznać, Liam. Jestem Amber.
Wtedy ją zauważyła: po drugiej stronie ulicy, w cieniu latarni, stał wysoki, zaniedbany mężczyzna i patrzył na nich nieruchomo. Serce Amber zabiło mocniej.
Powoli podeszła do drzwi, ale zanim zdążyła wyjść, mężczyzna odwrócił się i zniknął w mgle.
Podczas gdy pomagała Liamowi przebrać się w suche ubrania z pudełka zgubionych rzeczy, zauważyła siniaki na jego ramionach — fioletowe plamy, stare, ale wciąż widoczne. Żołądek zacisnął jej się boleśnie.
— Wiesz — powiedziała cicho — jeśli ktoś cię skrzywdził, mogę ci pomóc. Obiecuję.