Nurt uderzył w nią z niespodziewaną siłą. Woda niemal całkowicie ją pochłonęła, a lodowaty chłód odebrał jej oddech. Utrzymała dziecko nad powierzchnią, ale sama straciła równowagę.
Z brzegu dolatywały krzyki — lecz nikt się nie ruszył.
Dopiero wtedy mężczyzna po drugiej stronie zaczął się poruszać.
Wszedł do wody, jakby nie czuł ani zimna, ani siły prądu. Szedł szybko i pewnie, jakby znał tę rzekę lepiej niż ktokolwiek inny.
Maria nie była już w stanie walczyć.
W ostatniej chwili czyjeś ręce wyrwały ją z nurtu. Najpierw wyciągnął na brzeg dziecko. Potem ją.
Dziewczyna leżała na mokrej ziemi, ciężko oddychając, wciąż nie wierząc, że żyje. Mężczyzna stał obok niej — przemoczony, z ciężkim spojrzeniem. Na jego twarzy widniała blizna, o której wszyscy mówili. Przez kilka sekund patrzył na nią, jakby podejmował decyzję.
W końcu powiedział cicho:
— Będę z tobą… jeśli mi pozwolisz.
Maria podniosła wzrok. Właśnie straciła wszystko. Ale po raz pierwszy miała wybór.