Napięta cisza.
„Ktoś tu był” – podsumował mężczyzna o imieniu Mark. „Ostatnio sporo tu kurzu. Myślisz, że to policja?”
„Policja nie kradnie pieniędzy. I spójrz, są ślady stóp. Małe ślady.”
Skierował latarkę na podłogę. Za małe jak na osobę dorosłą.
Ścisnęło mnie w żołądku.
„Dziecko” – powiedział powoli pierwszy mężczyzna. „Myślisz, że…?”
„Chyba mamy problem.”
Mark wyjął telefon komórkowy z kieszeni. „Zadzwonię do szefa. Musi się dowiedzieć.”
Nie mogłam na to pozwolić. Jeśli zadzwoni do Jamesa, jeśli powie mu, że ktoś tam był, to mogliśmy być my.
Ale co mogłam zrobić? Byłam zamknięta w szafie z moim sześcioletnim synem, nieuzbrojona, uwięziona.
Wtedy usłyszałam krzyk.
Dźwięk dochodził z zewnątrz. Głośny, przerażający krzyk kobiety.
„Co to było, na litość boską?” Mark zbiegł po schodach. Drugi mężczyzna poszedł za nim.
Nie traciłam czasu. Wzięłam Leo na ręce i uciekłam. Zbiegłam po schodach tak szybko, że o mało się nie przewróciłam. Tylne drzwi były otwarte. Musieli wejść tamtędy.
Wyszliśmy na zewnątrz. Pobiegliśmy do muru. Catherine stała tam zdyszana.
„To ty krzyczałaś?” zapytałam, pomagając jej przeskoczyć mur.
„Musiałam ich stamtąd wyciągnąć”.
„Podziałało?”
„Tak”.
Pokazałam jej plecak. „Zabrałam wszystko”.
Pobiegłyśmy do jej samochodu, który stał zaparkowany dwie ulice dalej. Dopiero gdy byliśmy w środku, drzwi zamknięte, silnik włączony i odjechaliśmy, mogłam znowu odetchnąć.
„Ci mężczyźni widzieli, że ktoś majstrował przy sejfie” powiedziałam. „Powiem Jamesowi”.
« Doskonale. »
Spojrzałam na nią jak na wariatkę. «Co masz na myśli mówiąc „doskonałe”?»
„Teraz wie, że wciąż żyjesz. Wie, że masz dowód. Wpada w panikę”. Uśmiechnęła się, prowadząc. „A ludzie w panice robią głupie rzeczy”.
Nie wiem, czy zgadzałam się z jej argumentacją, ale byłam zbyt wyczerpana, żeby się kłócić.
W biurze położyłyśmy pusty plecak na biurku. Dokumenty, telefony komórkowe, pieniądze, czarny notes.
Catherine pierwsza wzięła notes. Otworzyła go. Zaczęła czytać. Im dłużej czytała, tym szerszy stawał się jej uśmiech.
„Bingo” – mruknęła.
„Co się dzieje? Czy twój mąż jest skrupulatny, czy po prostu głupi?”
„Prawdopodobnie jedno i drugie”. Odwróciła notes w moją stronę. „Patrz. Daty, kwoty, nazwiska. Skrupulatnie dokumentował każdego pożyczonego centa, od kogo i kiedy musiał go oddać. Ma nawet notatki z rozmów z pożyczkodawcami.
Przekartkowałam strony. Było tam wszystko. Każdy dług, każda groźba, jaką otrzymał. A na ostatnich stronach ostateczne rozwiązanie.
Przeczytałam na głos: „Ubezpieczenie na życie Sary, 2 miliony dolarów. Wypadek musi wyglądać naturalnie. Osoba kontaktowa: Mark. Koszty: 50 000 dolarów, połowa z góry. Data: 21 listopada”.
To było dzisiaj, a raczej wczoraj.
Zapisał wszystko.
Wyszeptałam z niedowierzaniem: „Dlaczego ktoś miałby coś takiego zrobić?”
„Rodzaj ubezpieczenia” – wyjaśniła Catherine. „Gdyby coś poszło nie tak, mógłby to wykorzystać jako argument przeciwko ludziom, których zatrudnił”. Dowód, że oni też byli w to zamieszani. »
Podniosła jeden z telefonów komórkowych. « I założę się, że na tych telefonach jest jeszcze więcej dowodów. Rozmowy, telefony. »
Zbadanie wszystkiego zajęło całą noc. Telefony komórkowe były chronione hasłem, ale Catherine miała kontakt, który umiała odblokować, i wszystko było na miejscu. Wiadomości między Jamesem a Markiem.
To musi być dzień, kiedy podróżuję. Niepodważalne alibi. Musi wyglądać, jakby to był wypadek. Pożar to dobre alibi. Trudno go namierzyć.
„A dziecko?” – zapytał Mark.
Poza tym, nikt nie powinien zostać w tyle.
Co więcej, James pisał o zabójstwie naszego syna w chłodny sposób, jakby był nieistotnym szczegółem, niedogodnością, którą trzeba rozwiązać.
Czułam, jak narasta we mnie nienawiść. Zimna, ostra nienawiść.
Nie byłam już kobietą, która wyszła za mąż w przekonaniu, że znalazła miłość. Byłam matką, która chroni swojego syna. A matki są niebezpieczne, gdy ich dzieci są zagrożone.
„Czy to wystarczający powód, żeby go aresztować?” – zapytałam.
„Wystarczający, żeby go aresztować, skazać i wyrzucić klucz” – potwierdziła Catherine. „Ale musimy się tym zająć właściwie. Jeśli oddamy to w ręce niewłaściwej policji, James będzie miał wystarczająco dużo pieniędzy i koneksji, żeby to zniknęło, albo, co gorsza, żebyś ty zniknął”.
„Więc co robimy?”
Zastanowiła się przez chwilę. „Znam detektywa, uczciwego i nieprzekupnego, z wydziału zabójstw. Jeśli przedstawimy mu sprawę, z tymi wszystkimi dowodami, James nie będzie miał wyjścia”.
„Kiedy?”
„Jutro