„Proszę rozpocząć prezentację. Rozumiem, że jest pan bardzo zainteresowany ziemiami w południowej Georgii”.
Zamilkła, pozwalając, by jej słowa dotarły do słuchaczy. Następnie, swobodnie i swobodnie, kontynuowała:
„Tak się składa, że posiadam całą ziemię, której pan poszukuje pod swój ambitny projekt”.
Cisza w sali konferencyjnej była tak ciężka, że Quacy słyszał bicie własnego serca.
„Żart. To musi być żart” – pomyślał.
Ale oczy Zelicy – oczy, które kiedyś patrzyły na niego z takim podziwem – były teraz zimne jak marmur pod jego stopami.
„Zelica…” – wydusił z siebie. Głos mu się załamał. „To… to niemożliwe. Dwa tysiące akrów. Dziedzictwo Okaforów. Skąd pan wziął na to pieniądze?”
Zelica odchyliła się na krześle i nie odpowiedziała na pytanie. Zwróciła się do Seeka.
„Panie Seek, co pan sądzi o wstępnej ofercie Quacy Constructions, Inc.”
Seek, który milczał jak cień, przemówił. Jego głos był płaski i śmiercionośny.
„Koncepcyjnie ambitny, ale finansowo bardzo słaby. Panie Quacy, pańska propozycja nie posiada odpowiedniej analizy ryzyka, a prognozy zysków są nazbyt optymistyczne”.
Quacy czuł się, jakby oblano go lodowatą wodą. Przyszedł, żeby zaimponować łatwowiernemu inwestorowi. Zamiast tego został wystawiony na próbę.
„Chwileczkę” – powiedział, próbując się uspokoić. Powróciła w nim arogancja i zaczął szukać logicznych wyjaśnień. „Aha, rozumiem. Zelica to tylko marionetka. Ten człowiek, Seek, ma wszystko pod kontrolą. Zelica po prostu miała szczęście”.
„Z” – powiedział, próbując łagodniejszego tonu – tego, którego zazwyczaj używał, żeby jej schlebiać. „Nie wiem, co cię podkusiło, ale to duży biznes. Może… może moglibyśmy razem pracować. Znasz mnie. Jestem najlepszym deweloperem w Atlancie”.
Zelica lekko się uśmiechnęła.
„Och, znam cię bardzo dobrze, Quacy”.
Potem wstała.
„Nie mam już czasu, ale dam ci szansę. Mój zespół” – spojrzała na Seeka – „przeprowadzi due diligence. Kompleksowy przegląd twojej firmy. Potrzebujemy twoich zapisów księgowych, zestawienia aktywów i zobowiązań. Nie zainwestujemy ani jednego dolara w firmę, której brakuje przejrzystości”.
Quacy zawahał się. Ujawnienie jego ksiąg rachunkowych byłoby katastrofą. Jego firma nie była tak zdrowa, jak się chwalił.
„Dlaczego to musi być takie skomplikowane?” – zapytał. „To ja, Z. Twój były mąż”.
„Właśnie dlatego, panie Quacy” – przerwał mu Seek. „Musimy działać profesjonalnie. Albo przyjmiesz ofertę, albo nie. Jeśli odmówisz jej rozpatrzenia, uznamy twoją propozycję za nieważną i zaoferujemy naszą nieruchomość innemu deweloperowi. Słyszałem, że twój konkurent z Buckhead jest bardzo zainteresowany”.
To była groźba.
Quacy był przyparty do muru. Jeśli się wycofa, straci największy projekt swojego życia. Jeśli będzie kontynuował, będzie musiał rozdrapywać stare rany.
„Dobrze” – powiedział z napięciem w głosie. „Dobrze. Przejrzyj to. Niczego nie ukrywam”.
Zelica skinęła głową.
„Zespół pana Seeka skontaktuje się z tobą. Dzień dobry”.
Quacy został wyprowadzony z willi. Z drżącymi kolanami wsiadł do samochodu. Nie wiedział, czy uniknął niebezpieczeństwa, czy wpadł w pułapkę. Wiedział jednak, że Zelica, którą właśnie poznał, go przerażała.
Wrócił do swojego apartamentu w hotelu Sovereign, wyglądając na kompletnie rozczochranego.
„Kochanie!” – powitała go Aniya, zrywając się z sofy. Miała na sobie nową jedwabną bieliznę. „Jak poszło? Czy jesteśmy już bogaci? Kiedy możemy zacząć planować ślub w Turcji?”
„Zamknij się na chwilę, Aniya. Myślę” – krzyknął Quacy, rzucając kurtkę na podłogę.
Aniya była zaskoczona.
„Hej, czemu na mnie krzyczysz?”
„Inwestor jest skomplikowany. To… to naprawdę skomplikowane.”
„Co masz na myśli, mówiąc skomplikowane? Powiedzieli nie?” – zapytała Aniya, a w jej głosie słychać było coraz większy niepokój.
„Nie. Jeszcze nie. Ale, Boże, nie uwierzysz.”
Wyrwał sobie włosy z głowy.
„Inwestor. Prezes… to Zelica.”
Aniya zamarła.
„Co? Zelica? Bezdomna?”
„Ona już nie jest bezdomna” – warknął. „Ona… ona jest inna. Ma willę w Cascade. Ma doradcę finansowego. Ona… jest właścicielką ziemi.”
Piękna twarz Aniyi zbladła. To był najgorszy scenariusz, nie dlatego, że kochała Quacy'ego, ale dlatego, że jej status, jej luksus i jej przyszłość zależały od jego pieniędzy. A teraz tym pieniądzom zagroziła kobieta, którą najbardziej pogardzała.
„To tylko blef!” – wrzasnęła Aniya. „Ona nie może być aż tak sprytna. Pewnie… pewnie związała się z jakimś bogatym staruszkiem. Tak, dokładnie. Jest kochanką”.
Quacy nie słuchał.
„Ona chce mojego towarzystwa”.