Tymczasem Lucía i ja byliśmy ponad trzy godziny drogi stąd.
Stary przyjaciel, Ernesto, przyjechał po nas do szpitala przed świtem. Przez lata był moim prawnikiem i jednym z nielicznych mężczyzn, którym całkowicie ufałam.
Zawieźli nas prosto do jego domu na wsi.
Tam, po raz pierwszy od momentu wybudzenia się ze śpiączki, mogłam odetchnąć w spokoju.