Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem, był chłód.
Nie ten chłód, który przenika do kości w zimowy poranek, ale przeziębienie chirurgiczne. Czyste. Sztuczne. Takie, które pachnie lekko środkami dezynfekującymi i metalem i sprawia, że każdy dźwięk wydaje się głośniejszy niż zwykle.
Żona trzymała mnie za rękę.
Palce Nicole były zimne, ale mocne; jej kciuk kreślił powolne, uspokajające okręgi na moich kostkach, gdy czekaliśmy w świetle jarzeniówek. Płyty sufitowe nade mną rozmywały się w blade kwadraty, gdy pielęgniarka poprawiała coś przy moim ramieniu.
⏬ Ciąg dalszy na następnej stronie ⏬