Cześć! Jeśli trafiłeś tu uciekając z Facebooka, z bijącym sercem, zastanawiając się, co do licha napisał ten notes i jaką potworność Mateo zamierza zrobić Sofíi tej właśnie nocy, przygotuj się. Jesteś we właściwym miejscu. Rozsiądź się wygodnie i przeczytaj każdy szczegół do końca, bo właśnie odkrywasz jedną z najbardziej brutalnych historii o przetrwaniu i sprawiedliwości, jaką zobaczysz od dawna. Pozory mylą, a potwory w garniturach i krawatach kończą upadkiem w najbardziej upokarzający sposób.
Strach pachnie miętą, tytoniem i obsesją.
Cisza na dwunastym piętrze była grobowa. Sofía, klęcząc na szarym dywanie w głównym biurze, czuła, jak klimatyzacja mrozi ją do szpiku kości. Ale najintensywniejszy chłód nie pochodził z kanałów wentylacyjnych, ale z czystego przerażenia, które sparaliżowało jej krew w żyłach, gdy czytała strony tego małego, czarnego, skórzanego notesu.
Słabe światło lampki na biurku oświetlało idealne pismo Mateo. To nie był zwykły pamiętnik. To był mdły, minuta po minucie zapis życia Sofii.
Były tam dokładne godziny, o których wychodziła z domu, numer autobusu, którym jeździła każdego ranka do dzielnicy finansowej, i to, co kupowała w sklepie na rogu. Mateo wiedział wszystko. On, dyrektor generalny, który codziennie ją upokarzał, krzycząc na nią przed wszystkimi dyrektorami, że jest „bezużyteczna”, „ciężarem” i po prostu „sprzątaczką”, skrycie za nią podążał jak drapieżnik polujący na swoją ofiarę.
Ale to ostatnia strona przyprawiała Sofię o mdłości. Była datowana tego samego wieczoru.