Szklane Sklepienie i Kontratak
Sofia znała to piętro lepiej niż ktokolwiek inny. Wiedziała dokładnie, które drzwi skrzypiały i które martwe pola zostawiały kamery. Przykucnęła i pobiegła w kierunku jedynego miejsca w budynku, którego Mateo nie kontrolował bezpośrednio: serwerowni firmy.
Serwerownia miała ciężkie stalowe drzwi i elektroniczny zamek. Sofia znała kod. Szef IT był niezorganizowanym człowiekiem, który zawsze wpisywał swój kod na karteczce pod klawiaturą biurka. Sofia zapamiętała go miesiące temu, tyle razy sprzątając ten kąt.
Drżąc, wykręciła numery. Pip. Klik. Weszła do środka i pchnęła ciężkie drzwi, w ostatniej chwili zamykając zamek ręczny. Kilka sekund później zewnętrzna klamka zadrżała gwałtownie.
„Otwórz drzwi, do cholery!” – ryknął Mateo z drugiej strony, tracąc panowanie nad sobą. „Nikt cię nie uratuje! Twoje życie należy do mnie!”
Sofia cofnęła się, ciężko dysząc z wysiłku. W pomieszczeniu panował chłód i szumiały ogromne komputery. Mateo walił w stalowe drzwi tak mocno, że jego pięści musiały krwawić, ale wzmocniona konstrukcja nawet nie drgnęła.
Nie wiedział, że Sofía nie tylko się ukrywała. Ona polowała.
Usiadła przed głównym terminalem serwerowym, który zawsze był włączony. Znała podstawy informatyki, na tyle dobrze, by otworzyć firmowy system masowej poczty elektronicznej. Mateo popełnił największy błąd w swoim życiu, niedoceniając inteligencji „sprzątaczki”.
Sofía napisała szkic e-maila. Załączyła wszystkie wyraźne, ostre zdjęcia otwartej szuflady, skórzany notatnik, chory plan porwania i wymuszenia oraz skradzione zdjęcia.
W polu adresata umieściła nie tylko cyberpolicję. Umieściła cały zarząd korporacji. I, co najważniejsze, umieściła prywatny adres e-mail Victorii – Victoria była prawowitym większościowym udziałowcem firmy i żoną Mateo. Był po prostu menedżerem, który ożenił się dla pieniędzy, nikim, który bawił się w Boga pieniędzmi żony.
Sofia nacisnęła „Wyślij”.
Upadek Wieży Arogancji
„Zniszczę cię, jak tylko stamtąd wyjdziesz!” krzyknął Mateo, kopiąc metal ze zwierzęcą furią.
Ale telefon w kieszeni Mateo zaczął dzwonić. A potem kolejna wiadomość. I kolejna.
W korytarzu znów zapadła cisza. Sofia, patrząc przez mały szklany wizjer w drzwiach, zobaczyła Mateo wyciągającego telefon komórkowy. Jego twarz, odbita w świetle ekranu, straciła wszelki kolor. Jego oczy rozszerzyły się w całkowitej panice. Jego arogancja zniknęła w sekundę. Właśnie zdał sobie sprawę, że jego idealne życie, jego małżeństwo warte milion dolarów i jego wolność rozpłynęły się w mgnieniu oka.
Piętnaście minut później dźwięk syren wypełnił główną ulicę, odbijając się od wieżowców. Szklane drzwi recepcji zostały rozbite.
Policja wkroczyła na dwunaste piętro, prowadzona przez ochroniarzy budynku, których zaalarmowała sama właścicielka firmy. Sofia wyszła z serwerowni dopiero, gdy zobaczyła odznaki funkcjonariuszy.
Mateo klęczał na korytarzu, żałośnie płacząc i błagając, żeby go nie skuwali kajdankami. Widząc wychodzącą Sofię, próbował wyjąkać przeprosiny, ale funkcjonariusz bezlitośnie popchnął go w stronę windy. Nie był już nietykalnym menedżerem; stał się pospolitym przestępcą.