Młoda dziewczyna spojrzała na niego drżąc.
„To był jeden z pańskiego gangu, proszę pana. Moja matka płakała i mówiła, że mafia zabrała nam wszystko”.
Rocco zamarł. Nie z poczucia winy, ale dlatego, że uświadomił sobie, że ktoś działający w jego imieniu ośmielił się wykorzystać głodującą matkę i jej dziecko.
Wstał powoli; deszcz spływał mu po płaszczu.
„Gdzie teraz jest twoja matka?”
„W domu” – mruknęła. „Jest zbyt słaba, żeby wstać”.
Rocco dał mu kluczyki do swojego SUV-a.
„Proszę wejść” – powiedział.
Bo ktokolwiek dotknął tego dziecka, ktokolwiek je okradł, ktokolwiek krył się za jego nazwiskiem, wkrótce dowie się, co tak naprawdę znaczy bać się Rocco Morettiego.
Podróż w deszczu wydawała się nie mieć końca. Rocco mocno chwycił kierownicę, podczas gdy młoda dziewczyna, siedząca w milczeniu obok niego, kurczowo trzymała się kierownicy motocykla, jakby tylko to pozwalało jej utrzymać równowagę.
Miała na imię Emma. Miała 7 lat i spędziła tydzień sprzedając wszystko, co mogła znaleźć, żeby kupić chleb.
„Skręć tutaj” – wyszeptała Emma, wskazując na wąską uliczkę z połamanymi latarniami.
Lata temu okolica wydawała się opustoszała, pozbawiona jakiejkolwiek nadziei. Popękane chodniki. Zabite deskami okna. Ciężka cisza, taka, jaką mogą stworzyć tylko ludzie, którzy boją się hałasować.
Rocco zaparkował przed małym domem z łuszczącą się farbą i krzywymi drzwiami wejściowymi. Okna były ciemne. Brak prądu.
Nawet z samochodu czuł wilgoć i smród rozkładu.
„Pewnie śpi” – powiedziała Emma, wysiadając z samochodu z rowerem. „Teraz dużo śpi, bo mniej boli, kiedy się śpi”.
Te słowa uderzyły Rocco mocniej niż jakikolwiek cios, jaki kiedykolwiek otrzymał.
Zbudował imperium oparte na strachu i szacunku, a jednak to dziecko mówiło o bólu, jakby to było coś normalnego.
Poszli razem do drzwi wejściowych. Emma wyciągnęła klucz spod luźnej cegły i powoli otworzyła drzwi.
Drzwi skrzypnęły, odsłaniając kompletnie ogołocony dom.
Żadnych mebli. Żadnych obrazów na ścianach. Tylko puste pokoje i odgłos kroków na parkiecie.
„Mamo” – zawołała cicho Emma. „Przyprowadziłam kogoś do pomocy”.
Odpowiedział słaby głos dochodzący z tyłu domu.
„Emma, kochanie… chodź tutaj”.
Rocco poszedł za dziewczyną korytarzem, mijając pokoje wyglądające na splądrowane. W kuchni drzwiczki szafek były szeroko otwarte, widać było tylko kurz i mysie odchody. Lodówka była odłączona od prądu, a drzwi były przytrzymywane drewnianą łyżką.
Znaleźli matkę Emmy leżącą na stercie starych koców w kącie dawnego salonu.
Kiedy podniosła wzrok i zobaczyła Rocco, na jej twarzy pojawił się przerażony wyraz.
„Proszę” – mruknęła, z trudem podnosząc się. „Proszę, nie zrób nam krzywdy. Nie mamy już nic, co moglibyśmy zabrać ze sobą”.
Rocco powoli uklęknął, trzymając ręce na widoku.
„Proszę pani, nie jestem tu, żeby panią skrzywdzić. Pani córka powiedziała mi, co się stało. Muszę wiedzieć, kto to zrobił”.
Kobieta patrzyła to na niego, to na Emmę, a strach zastąpił konsternacja.
„Jesteś… szefową, prawda? Tym, dla którego pracują”. »
„Niektórzy twierdzą, że pracują dla mnie” – powiedział ostrożnie Rocco. „Ale to, co się pani przydarzyło, nie było autoryzowane. To nie była sprawa zawodowa. To było okrucieństwo”.
Kobieta, Sarah, zaczęła płakać. Ciche łzy, płynące raczej ze zmęczenia niż ulgi.
„Powiedzieli, że jestem winna pieniądze waszej organizacji” – powiedziała. „Mój mąż pożyczył od was pieniądze przed śmiercią”.
Pokręciła głową.