Powrót, który powinien być zaskoczeniem
Kuchnia na tyłach domu wydawała się cieplejsza niż reszta budynku. Nie było to przyjemne ciepło domu, w którym przygotowywano obiad, ale gęsty, nieprzyjemny żar, który zdawał się unosić wokół mydła, pary i zapachu metalowych garnków szorowanych zbyt wiele razy w ciągu jednego dnia.
Przechodząc cicho przez wąskie drzwi prowadzące z korytarza do małej kuchni, spodziewałem się zobaczyć pokojówkę zmywającą naczynia po czymś, co wyglądało na spotkanie na górze. Zamiast tego widok, który mnie powitał, zatrzymał mnie tak gwałtownie, że moja ręka zahaczyła o framugę drzwi.
Moja żona pochylała się nad stalowym zlewem.
Nazywała się Meredith Holloway i przez chwilę miałem problem z pogodzeniem tej kobiety przede mną z tą, którą zostawiłem kilka miesięcy wcześniej, kiedy praca zmusiła mnie do przeprowadzki na drugi koniec kraju na długoterminowy kontrakt.
Meredith podwinęła rękawy nad łokciami, odsłaniając skórę zaczerwienioną od gorącej wody i szorowania. Jej włosy, które zazwyczaj rano starannie wiązała, zostały szybko związane z tyłu, a luźne pasma opadały jej na skronie. Sukienka, którą miała na sobie, to ta, którą kupiłem jej zeszłej jesieni: jasnoniebieska sukienka, z której kiedyś się śmiała, bo uważała ją za zbyt elegancką na co dzień.