Odpowiedziałem spokojnie.
„Posiadanie pieniędzy nie daje nikomu prawa do wykorzystywania ludzi”.
Potem zwróciłem się do Meredith.
„Chcesz, żeby sobie poszli?”
Powoli wciągnęła powietrze.
„Nie”.
Skinąłem głową.
„Masz godzinę na spakowanie rzeczy i oddanie kluczy”.
Od razu wybuchły kłótnie, ale po prostu czekałem.
W końcu wyszli z pokoju, żeby zabrać swoje rzeczy.
Tej nocy, po raz pierwszy, w domu panowała cisza.
Odbudowa tego, co zepsute
Meredith stała na środku salonu, wciąż niepewna.
„Nie chciałam cię martwić” – powiedziała cicho. „Myślałam, że będę rozczarowana”.
Pokręciłem głową.