Prawie się bałem.
„Evan?” wyszeptała ostrożnie.
Zrobiłem krok naprzód, powoli, uważając, żeby nie poruszyć się zbyt gwałtownie, jakby jeden nieostrożny ruch mógł zburzyć kruchą równowagę, którą tak długo utrzymywała.
Jej dłonie były bardziej szorstkie, niż pamiętałem, a skóra sucha od detergentu i gorącej wody.
Ten widok ścisnął mi gardło.
„Dlaczego tu jesteś?” zapytałem cicho, nawet gdy odpowiedź już formowała mi się w głowie.
Allison rzuciła się do przodu, jakby chciała zmienić bieg wydarzeń, zanim zrobi się poważnie.
„Nic dramatycznego” – powiedziała szybko. „Meredith po prostu lubi pomagać. Mieliśmy gości przez cały wieczór i ktoś musiał zająć się gotowaniem”.
Spojrzałem na siostrę i kobietę stojącą przy zlewie.
Potem odezwałem się ponownie, spokojnym, ale stanowczym głosem.
„Pozwoliłeś mojej żonie zmywać naczynia u mnie w domu”.
Allison przewróciła oczami, jakby sytuacja była błaha.
„Evan, to tylko talerze. Mamy gości. Meredith jest częścią rodziny”.
Powoli pokręciłam głową.
„Rodzina nie rozmawia z kimś w ten sposób”.
Meredith lekko się wzdrygnęła, gdy rozmowa stała się napięta, a ten drobny ruch bolał bardziej niż cokolwiek, co powiedziała Allison.
To oznaczało, że nauczyła się spodziewać konfliktu.