A mój mąż uznał, że to idealny moment, żeby mnie wymazać.
Mój telefon zawibrował, zanim skończyłam czytać dokumenty.
Wiadomość od Granta.
Spotkajmy się o 14:00 w sądzie w Westbridge. Sfinalizujemy.
Żadnych przeprosin.
Żadnego wyjaśnienia.
Tylko instrukcje.
Jakbym była kolejnym zadaniem w jego popołudniowym harmonogramie.
Budynek sądu pachniał zużytym dywanem i środkami czystości.
Grant już tam był, kiedy przyjechałam.
Wyglądał… świeżo.
Granatowy, idealnie skrojony garnitur.
Perfekcyjnie ułożone włosy.
Ten swobodny spokój ludzi, którzy wierzą, że już wygrali.
Obok niego stała kobieta w kremowej sukience i na wysokich obcasach.
Jej wypielęgnowana dłoń spoczywała na jego ramieniu tak, jakby należała tam od zawsze.
Tessa Monroe.
Rozpoznałam ją natychmiast.
Pracowała w biurze Granta.
Ta sama współpracownica, o którą kazał mi się nie martwić.
Ta sama kobieta, której „zaproszenie na firmową imprezę świąteczną” zignorowałam, bo Grant nalegał, że jestem „zbyt zmęczona, by iść”.
Grant spojrzał na mój brzuch i skrzywił się.
Nie z troską.
Nie z poczuciem winy.
Z obrzydzeniem.
— Nie mogłem zostać z kobietą z takim wielkim brzuchem jak ty — powiedział płasko.