Mój mąż nadal odwiedzał naszą surogatkę sam, twierdząc, że chce tylko „zobaczyć, jakie jest dziecko”. Ale tej nocy, gdy włożyłam dyktafon do jego kurtki i usłyszałam, co mówię, gdy mnie nie było, omal nie dostałam zawału serca. Nie dość, że ukrywałam przed sobą pewne rzeczy, to jeszcze knułam coś, co mogło wszystko zniszczyć.
Nie mogę mieć dzieci.
Kiedy zaczęliśmy się starać, mój mąż, Ethan, wspierał mnie przy każdym rozczarowującym teście ciążowym. Przytulał mnie, czule całował w czoło i szeptał: „Spróbujemy jeszcze raz”, jakby nadzieja była czymś najnaturalniejszym na świecie.
Ale po czwartej nieudanej terapii coś się zmieniło.
Przestaliśmy rozmawiać o imionach dla dziecka. Pokój dziecięcy, o którym marzyliśmy przez całą niedzielę, stopniowo zamienił się w schowek.
Dzieci stały się tematem, którego dyskretnie unikaliśmy.
Zaczęłam zauważać, jak Ethan patrzy na rodziny, kiedy wychodziliśmy coś zjeść. Wpatrywała się jeszcze chwilę, a gdy tylko zdała sobie sprawę, że go widzi, szybko odwróciła wzrok. Nigdy o tym nie wspomniała. Ja też nie.
To był prawdziwy problem.
Oboje pracowaliśmy z domu i czasami czuliśmy, że poruszamy się ostrożnie, unikając siebie nawzajem.
Kręciliśmy się w kółko, ostrożnie i dyskretnie.
Pewnej nocy, po kolejnej wizycie u lekarza, usiadłam na brzegu łóżka i w końcu powiedziałam to na głos.
„Może powinniśmy przestać się starać”.
Ethan stał przy oknie, odwrócony do mnie plecami. „Nie chcę rezygnować z posiadania dziecka”.
Kilka tygodni później wszedł ze stertą papierów pod pachą, a jego twarz promieniała wzruszeniem. „Badałem się w sprawie macierzyństwa zastępczego”.
Spojrzałam na papiery, a potem na niego. Po raz pierwszy od dawna poczułam promyk nadziei, że może wszystko będzie dobrze.
Od tamtej pory Ethan zajął się wszystkim: agencją, procedurami prawnymi, rozmowami kwalifikacyjnymi.
W końcu przedstawił mnie Claire. Byłam miła, miałam dobry charakter i od razu go polubiłam. Miałam już dwójkę dzieci.
Ciąg dalszy na następnej stronie