Faza 4 – Sąsiad i traktor: Kiedy pomoc nadchodzi z dziczy
Następnego dnia do domu przyszedł mężczyzna w pikowanym płaszczu – wysoki, z czerwonym nosem i łopatą przerzuconą przez ramię. Nadia zobaczyła go przez okno i zamarła: obcy na dziczy zawsze budzą strach.
Uniósł rękę:
„Proszę pani! Czy to pani Warwarina? Jestem Fiodor, dwa domy dalej. Widziałem wczoraj w nocy światło i myślałem, że ktoś tam mieszka”.
Nadia weszła na werandę, nie z pogrzebaczem w ręku, ale po prostu z ręcznikiem, jakby to mogło ją ochronić.
— „Tak… przyjechaliśmy wczoraj. Z dziećmi”.
Fiodor spojrzał w okna, na dym z komina, na zmęczone oczy Nadii i nagle bez wahania powiedział:
„Słyszałem, że dostałaś dom Warwarii. To była grzeczna dziewczyna. Miała charakter. No cóż, trzeba oczyścić drogę. Mam traktor”. Jedziesz do powiatu? »
Nadia przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć:
« Tak… do notariusza. I do banku. »
Fiodor skinął głową:
« Wyjeżdżamy jutro rano. Z kim zostawiasz dzieci? »
Nadia przygryzła wargę:
« Z nikim do… »
A potem Fiodor machnął ręką:
« Mam żonę, Ninę. Ma się dobrze. Może posiedzieć kilka godzin. Jeśli będzie ciężko, zabierzemy Wanię ze sobą – i tak musimy jechać do szpitala. »
Po raz pierwszy od dawna Nadia poczuła, że cały świat nie jest przeciwko niej.