Faza 5 – Wkład: Kiedy liczby na papierze brzmią jak życie
W centrum dzielnicy panował hałas i unosił się zapach wilgoci od mokrych płaszczy. Kancelaria notarialna była mała i ciasna. Nadia siedziała z Wanią na kolanach, trzymając teczkę z dokumentami jak zbroję.
Notariuszka, kobieta około pięćdziesiątki, uważnie przeglądała dokumenty, sprawdzając nazwiska i pieczęcie.
— Dom jest zarejestrowany. Jesteś spadkobierczynią. Żadnych udziałów. Żadnych „niespodzianek”. Dobrze, że przyszłaś od razu.
„A depozyt?” Nadia nie mogła ukryć drżenia.
Notariusz zadzwonił do banku i złożył wniosek. Pół godziny później wydrukowano odpowiedź.
„Nadieżdo Siergiejewno…” Notariusz podniósł wzrok. „Na koncie jest kwota… wystarczająca, żebyś mogła odetchnąć z ulgą”.
Nadia nie od razu zrozumiała liczby. Patrzyła na nie, jakby chodziło o czyjeś życie.
„Czy to… czy to prawda?” wyszeptała.
— Tak. I to jest legalne. Część możesz od razu wycofać; resztę dostaniesz na żądanie.
Nadia ukryła czoło w dłoniach, żeby nie wybuchnąć płaczem na oczach wszystkich. Wania oddychał cicho w jej szyję, ciepłą i słabą.
Tylko jedno chodziło mi po głowie: Moskwa. Operacja. Zbieg okoliczności.