Faza 1 – Cisza Notariusza: Kiedy słowo „rodzina” brzmi jak oskarżenie
W kancelarii notarialnej panował zaduch – w powietrzu unosił się zapach papieru, kawy i nerwów innych. Larisa Sergejevna stała tam, ściskając mocno torbę, jakby chciała ją nią uderzyć. Paweł siedział pochylony, ze spuszczonym wzrokiem. Notariuszka, pomarszczona kobieta w okularach, miała już dość „rodzinnych okularów” i patrzyła na wszystkich z tym samym chłodem.
Wiera trzymała notes jak tarczę. Nie w przenośni, ale dosłownie obiema rękami, żeby nie drżały jej palce.
»3 lutego. Larisa nie dała mi jeść przez cały dzień« – przeczytała na głos. «Czy to rodzina, mamo?»
Larisa zerwała się na równe nogi:
«To… to bzdura! Papiery starego człowieka! On już nic z tego nie rozumiał! »
Notariusz podniósł wzrok:
« Pani Lariso Sergiejevno, proszę nie krzyczeć! Co to za notes? »
« Dziennik — powiedziała Wiera, przełykając gulę w gardle. — Dziadek spisał, jak zabierali mu pieniądze, jak zmuszali go do podpisywania dokumentów, jak go zamykali. Są w nim daty. Kwoty. I poszlaki. »
Paweł w końcu podniósł głowę:
« Wiero, co się dzieje? Próbujesz nas wsadzić do więzienia?! »
« Nie, Paszo — powiedziała cicho Wiera. — Chcę, żebyś przestał pożerać ludzi za życia i udawać rodzinę po śmierci. »
Larisa uderzyła dłonią w stół:
« Jesteś taka niewdzięczna! Wychował cię, a teraz… »
« Wychował mnie na uczciwą osobę — odpowiedziała Wiera. „I wychowałaś się na uczciwą osobę, która bierze to, co cudze”.
Notariusz zapytała, nie zmieniając wyrazu twarzy:
« Czy mógłby mi pan dać kopię? Mam obowiązek sporządzić oświadczenie spadkobiercy dotyczące ewentualnej niegodności innych spadkobierców. »
Larisa zbladła:
« Jaka «niegodność»?! Jesteśmy prawnie małżeństwem! Żona i syn! »
Wera patrzyła prosto przed siebie:
« Legalne nie znaczy godne. »