Patrzyłem, jak wchodzi do terminala, ciągnąc za sobą walizkę, z idealną postawą, ani razu się nie odwracając.
I wtedy usłyszałem cichy głos.
— Dziadku…
Spojrzałem w lusterko wsteczne. Sophie siedziała na tylnym siedzeniu, niezwykle cicha. Jej twarz była blada — zbyt blada. Ręce miała mocno zaciśnięte na kolanach.