Korytarz przed salą 4C pachniał woskiem do podłóg, przypaloną kawą i strachem, który osiadał w płucach. Rebecca Sloan stała obok poidełka, z dłońmi splecionymi przed granatową sukienką. Wpatrywała się w bladą plamę na kafelkach i liczyła sekundy, by nie podnieść wzroku.
Z przeciwnej strony korytarza dobiegł śmiech. Należał do Erica Daltona, jej męża od dziesięciu lat — dźwięk, który kiedyś dawał jej poczucie bezpieczeństwa, a teraz skręcał żołądek.
— Mówiłem ci, że to skończy się przed lunchem — powiedział Eric. — Ona nawet nie ma adwokata.
Jego prawnik, Milton Graves, cicho zachichotał. Milton miał siwe włosy, ostrą szczękę i buty droższe niż miesięczna pensja Rebekki jako szkolnej doradczyni.