Potem zadzwonił Siergiej. Błagał. Mówił, że zrujnuję życie jego synowi, że to niemożliwe, że rodzina jest święta.
W końcu zadzwoniła babcia. Ta sama, dla której wydano przyjęcie. Płakała i powtarzała, że nie chce, żeby sprawy zaszły tak daleko, że „chłopak powiedział za dużo”, że muszę wszystko naprawić.
Słuchałam w milczeniu.
„Wycofaj to, co powiedziałaś” – błagała Larisa. „Proszę. Zrobimy wszystko. Przeprosi. Zmusimy go”.
Odpowiedziałam spokojnie i bardzo wyraźnie:
„Widziałam, jacy oni są. Tu już nic nie trzeba naprawiać”.