Następnego ranka samochód mojego brata został odholowany, a kilka godzin później moja droga rodzina spotkała kolejną niemiłą niespodziankę.
Następnego ranka samochód Siergieja został odholowany. Sąsiedzi obserwowali z okien, jak stoi na podwórku z telefonem w dłoni, zdumiony, jak to się mogło stać tak szybko.
W międzyczasie wykonałem kolejny telefon.
Zadzwoniłem do wojskowego biura rekrutacyjnego i przedstawiłem się spokojnie. Powiedziałem, że chcę zweryfikować informacje o moim siostrzeńcu, Ilji.
Poinformowałem po prostu, że nie ma poważnych chorób. Że wszystkie zaświadczenia, które dały mu odroczenie, uzyskał bez pomocy rodziców i że może warto ponownie zweryfikować dokumenty.
Byłem pewien: jeśli masz dorastać, niech to będzie przynajmniej w miejscu, gdzie nikt nie klaszcze, gdy ktoś inny jest upokarzany.
O zmierzchu zaczęły napływać telefony.
Najpierw Larisa, jego matka. Jej głos drżał, a słowa były bełkotliwe. Powiedział, że wszystko źle zrozumiałem, że to głupi żart, że „dzieciaki w dzisiejszych czasach już takie są”.