Delikatnie, powoli, osuszyłam kolana papierowymi serwetkami, starając się nie okazywać irytacji ani bólu. Przy stole śmiali się coraz głośniej, jakby sprawdzali, na ile starczy mi cierpliwości.
Uśmiechnęłam się spokojnie. Nie powiedziałam ani słowa. Nie wykonałam żadnych gwałtownych ruchów. Siedziałam jeszcze kilka minut, odczekałam chwilę, przeprosiłam, jakby nic się nie stało, i powiedziałam, że muszę iść.