Rozdział 1: Niewidzialna książeczka czekowa
Ocean Atlantycki rozbijał się o dziewiczo białe piaski mojej prywatnej posiadłości w Hamptons – rytmiczny, grzmiący dźwięk, który zazwyczaj przynosił mi ukojenie. Dziś jednak brzmiał jak jednostajny dźwięk kasy fiskalnej.
Stałem na trawertynowym balkonie głównego domu, patrząc w dół na spektakl, za który zapłaciłem. To była scena jak z magazynu – a może gorączkowy sen o przesadzie. Ogromny namiot, okryty białym jedwabiem sprowadzonym z Mediolanu, powiewał na morskiej bryzie. Tysiące kalii, przywiezionych tego ranka z Ekwadoru, zdobiły alejkę wiodącą ku wodzie.