„To smyczki prowadzące Nowojorskiej Filharmonii, Marcusie” – powiedziałam sucho.
„No dobrze” – Marcus spojrzał na swój zegarek Patek Philippe – zegarek, na który, jak wiedziałam, nie byłoby go stać. „Właściwie, Eleanor, możemy cię na chwilę ukraść? Tuż przy namiocie cateringowym? Mamy do omówienia małą… sprawę przed przysięgą.”
„Sprawę?” – zapytałam. „W dniu twojego ślubu?”
„Chodzi o naszą przyszłość” – powiedziała Lydia, biorąc Marcusa pod rękę. „Daj spokój, mamo. Nie dramatyzuj.”
Poszłam za nimi w cień ogromnego białego namiotu, z dala od wścibskich oczu gości. Powietrze w środku było chłodne, pachniało liliami i pieniędzmi.
Jeszcze o tym nie wiedziałam, ale wkraczałam w swoją własną egzekucję.
Rozdział 2: Zatruty kontrakt
W namiocie głuchł szum oceanu. Marcus odwrócił się do mnie, a maska czarującego zięcia natychmiast opadła. Jego twarz stała się twarda, zimna i wyrachowana – spojrzenie, którym mężczyźni często obdarzają kobiety, które uważają za groźne.
„Przejdźmy do sedna, Eleanor” – powiedział Marcus spokojnym głosem. „Rozmawiałem z Lydią. Mamy wielkie plany. Mój startup technologiczny jest gotowy do startu i chcemy kupić penthouse na Manhattanie. „Mieszkanie na start”, które nam zaoferowałeś w Greenwich, nie wystarczy”.
Mrugnęłam, zdezorientowana. „Dom w Greenwich to posiadłość z sześcioma sypialniami, Marcus. Jest wart pięć milionów dolarów. Tam wychowałam Lydię”.
„Jest na przedmieściach” – wtrąciła Lydia, przewracając oczami. „Nudno, mamo. Pachnie starą marihuaną i wspomnieniami. Chcemy być w mieście. Chcemy penthouse w One57”.
„To nieruchomość za pięćdziesiąt milionów dolarów” – powiedziałam, starając się zachować spokój. „I