— „Proste to takie wyeksploatowane słowo, nie sądzisz?” przerwała mi, tonem ostrym jak diamentowy nóż do szkła. „Mój koncept jest znacznie… bardziej odpowiedni. A tak przy okazji, zaprosiłam niektórych z najstarszego kręgu Ryana. Melissa będzie tam. Pamiętasz Melissę, prawda? Taka kochana dziewczyna. Była dla mnie jak druga córka.”
Pokój zdawał się tracić tlen. Melissa. Była narzeczona Ryana. Kobieta, którą Patricia nadal traktowała jak „tę, która uciekła”, złoty standard, według którego byłam nieustannie oceniana i zawsze wypadałam blado.
— „To… miłe z jej strony,” udało mi się wydusić.
— „Oczywiście, że jest. Śpij, Ensley. Wyglądasz ostatnio bardzo zmęczona podczas naszych rozmów na Zoomie.”