Świat się zatrząsł.
Derek chwycił mnie za ramię tak mocno, że aż zabolało. „Wychodzimy”.
Spojrzałam na niego, naprawdę na niego spojrzałam i zobaczyłam nie konsternację, a strach. Czysty, nieskrywany strach. Ochroniarze Mercera podeszli cicho. Goście wokół nas udawali, że się nie gapią.
Wtedy Mercer powiedział coś, co wszystko rozwaliło.
„Kiedy twoja matka zmarła, Claire, kazałem ludziom ponownie przeprowadzić śledztwo. Znaleźli zapieczętowane dokumenty prawne. Rodzina Collinsów przechwyciła każdy list, który wysłałem. W tym dokumenty powiernicze, w których ustanowiono cię moim spadkobiercą”.
Cisza, która nastąpiła, wydawała się bardziej ogłuszająca niż orkiestra.
Moja ręka wciąż była mocno w uścisku Dereka, ale udało mi się wyrwać. Próbował się uspokoić z tym samym swobodnym uśmiechem, którego używał na spotkaniach, choć teraz kąciki jego ust drżały. „To absurd” – powiedział. „Publiczne nieporozumienie. Claire, nie pozwól mu sobą manipulować”.
Manipuluj mną.