Nieświadomy, że jego żona jest dziedziczką tajemniczego miliardera, podpisał papiery rozwodowe, kpiąc z niej.
Dźwięk długopisu skrobającego po papierze był głośniejszy niż strzał z pistoletu.
Liam nie tylko podpisał papiery rozwodowe. Z uśmiechem nabazgrał pod spodem swój podpis, przesunął dokument po lepkim stole w restauracji i wytarł ręce, jakby dotknął czegoś brudnego. Spojrzał na żonę – kobietę, która sprzątała podłogi i pracowała jako kelnerka, żeby spłacić dług studencki – i roześmiał się.
„Byłaś tylko trampoliną, Natalie. Potrzebuję królowej, nie pokojówki”.
Myślał, że wygrał. Myślał, że jest wolny.
Nie wiedział, że kobieta, którą właśnie odrzucił, była jedyną dziedziczką imperium Blackwood, wartego bilion dolarów, i że jego podpis właśnie kosztował go wszystko. Jarzeniówki w Rusty Spoon brzęczały irytująco, dźwiękiem, do którego Natalie zdążyła się przyzwyczaić po trzech latach pracy na dwie zmiany. W restauracji unosił się zapach stęchłej kawy i tłuszczu, co stanowiło jaskrawy kontrast ze świeżym, luksusowym zapachem wody kolońskiej, który ją otaczał.
Liam siedział naprzeciwko niej w boksie numer cztery. Nie nosił już starych, połatanych swetrów, które mu cerowała. Dziś miał na sobie szyty na miarę antracytowoszary garnitur, jedwabny krawat i zegarek, który kosztował więcej niż roczna pensja Natalie. W końcu wyglądał jak mężczyzna, którego zawsze w nim widziała. Mężczyzna, dla którego poświęciła wszystko.
„Będziesz stał tam i gapił się na nią cały dzień, czy podpiszesz?” – zapytał Liam, a w jego głosie brakowało dawnego ciepła.
Dotknął umowy rozwodowej opuszkiem wypielęgnowanego paznokcia.
Natalie zerknęła na dokumenty. Warunki były bezwzględne. Żadnych alimentów. Żadnego podziału majątku. Nie żeby mieli dużo – a raczej, nie sądził. Zatrzymał mieszkanie, za które wpłaciła zaliczkę. Zatrzymał samochód, który mu kupiła, żeby mógł jeździć na rozmowy kwalifikacyjne.
„Liam” – mruknęła, a jej głos lekko drżał, nie ze strachu, lecz z głębokiego i bolesnego rozczarowania. „Dzisiaj jest nasza rocznica ślubu”.
Liam zaśmiał się krótko, okrutnie. Zerknął przez ramię na wejście do restauracji, gdzie platynowa blondynka w czerwonej sukience czekała niecierpliwie przy nowiutkim mercedesie. Vanessa, córka szefa firmy, w której Liam właśnie zaczął pracować.
„Urodziny są dla ludzi z przyszłością, Natalie” – powiedział Liam z pogardą, nachylając się ku niej. „Spójrz na siebie. Śmierdzisz frytkami i rozpaczą. Jestem teraz młodszym wspólnikiem. Zamykam interesy na Manhattanie”. Naprawdę myślisz, że mogę cię zabrać na galę? Jesteś kelnerką.
„Byłam kelnerką, żebyś mogła się uczyć” – przypomniała jej Natalie, a jej wzrok stwardniał. „Miałam dwie prace, żebyś nie musiała mieć jednej”.
„Doceniam ten gest” – powiedział nonszalancko Liam, patrząc na swoje odbicie w serwetniku. „Ale to była tylko transakcja, Nat. Zainwestowałaś w akcje, ale nie stać cię na ich utrzymanie. Przewyższyłem cię. Vanessa natomiast reprezentuje teraz moje życie. Jest stylowa. Ma znajomości. Kiedy wchodzę z nią do pokoju, czuję szacunek. Kiedy wchodzę z tobą, proszą mnie, żebym dolała im wody”.
Okrucieństwo tych uwag wisiało w powietrzu.
Inni klienci restauracji – głównie kierowcy ciężarówek i miejscowi, którzy znali Natalie jako najsympatyczniejszą osobę w mieście – patrzyli na Liama gniewnie. Ale on się tym nie przejmował. Stał teraz nad nimi. Natalie sięgnęła po tani niebieski długopis. Nie płakała. Tego właśnie Liam nie zauważył. Załamana kobieta płacze. Zdeterminowana kobieta milczy.
„Jesteś pewien, Liam?” zapytała po raz ostatni. „Kiedy podpiszę, nie będzie odwrotu. Rezygnujesz ze wszystkiego, co zbudowaliśmy i wszystkiego, czym mogliśmy się stać”.
„Z pewnością zamierzam to zrobić” – zadrwił. „Podpisz papiery, Natalie. Nie rób z tego żałosnej sytuacji”.
Spojrzała mu prosto w oczy. Przez chwilę Liam poczuł dreszcz zażenowania. Jej spojrzenie nie było spojrzeniem pokonanej kelnerki. Było zimne, wyrachowane i przerażająco głębokie. Nigdy wcześniej u niej nie widział takiego wyrazu twarzy.
Pewną ręką złożyła podpis: Natalie Blackwood.
Zwykle podpisywała się jako Natalie Davis.
Zmarszczył brwi, widząc podpis.
„Blackwood?” „Kim jest Blackwood?” zapytał zaskoczony Liam. „Nie potrafisz nawet poprawnie napisać swojego imienia. Jesteś naprawdę niekompetentny”.
„To moje panieńskie nazwisko” – powiedziała cicho Natalie, podając mu dokumenty. „Ja…