Faza 1: Cisza po „darze” i uśmiech, którego się nie spodziewał.
Elena postawiła kieliszek na stole tak ostrożnie, jakby bała się nie rozlać wina musującego, ale rozlać siebie. Ktoś w pokoju zakaszlał, ktoś zachichotał nerwowo, brat Maksima, Oleg, odwrócił wzrok, a jego żona udawała, że pospiesznie poprawia serwetkę.
Maksim spodziewał się eksplozji. Zawsze się jej spodziewał: łez, przeprosin, zamieszania. Rozkoszował się chwilą, gdy ktoś zaczynał się bronić i w ten sposób uznawał swoje prawo do osądu.
Ale Elena podniosła wzrok – spokojnie, wręcz. Nawet delikatnie.
„Dziękuję, Maksym” – powiedziała z lekkim uśmiechem. „Bardzo… symboliczne”.
Mrugnął. Nie zrozumiał.
„Symboliczne?” – zapytał, próbując odzyskać panowanie nad sobą.
„Tak” – Elena skinęła głową i zwróciła się do gości. „Wznieśmy toast. Za Nowy Rok, żeby każdy dostał to, na co zasługuje”.
Swietłana, jej przyjaciółka, zbladła jeszcze bardziej: rozpoznała ten ton. To był ton pielęgniarki, która przestała się kłócić o gorączkę i po prostu przygotowywała zastrzyk.
Inna Pietrowna zesztywniała jak struna. Wyszeptała:
– Max, wystarczy…
A on, zraniony brakiem histerii, zachichotał:
– Patrz, jaka mądra jest moja żona. Szybko się uczy.
Elena znów się uśmiechnęła – i w tym uśmiechu nie było bólu. Tylko determinacji.