Mężczyzna delikatnie ścisnął jej dłoń. Nie ciągnął jej, nie pchał. Czekał.
— Mam na imię Andriej — powiedział powoli. Jeśli chcesz… możemy iść powoli.
Jego ton nie przypominał niczego, co słyszała do tej pory. Nie był rozkazujący. Nie był kpiący. Był… spokojny.
Poszli pieszo do małego domu na obrzeżach miasta. Starego domu, ale czystego. Pachniała drewnem, świeżym chlebem, herbatą.