— Nie mam wiele — powiedział jej Andriej. — Ale to, co mam, należy do ciebie.
Przez pierwsze kilka dni dziewczyna czekała na cios. Ostre słowo. Pogardę. Była przekonana, że tak będzie. Całe jej życie tak było.
Ale nic nie nastąpiło.
Rano zostawiał jej ciepłą herbatę na stole. Opisywał światło na zewnątrz. Opowiadał jej, jak wygląda niebo, drzewa, ludzie.
— Dziś jest jasnoniebieski. Jak cisza, powiedział.
Po raz pierwszy jej ciemność nie wydawała się już pusta.
Andriej pracował w ciągu dnia. Nosił torby, naprawiał płoty, robił, co mógł. Wieczorem wracał do domu zmęczony, ale uśmiechnięty. Nigdy jej niczego nie wyrzucał.
— Widzisz rzeczy, których ja nie widzę, mawiał do niej.