Z czasem zaczęła się śmiać. Cicho śpiewać. Poruszać się po domu bez strachu.
Po roku Andriej odkładał pieniądze. Trochę, ale ostrożnie. Sprzedał zegarek, który dostał od ojca.
— Jedziemy do Bukaresztu, powiedział jej. Do lekarza.
Operacja była trudna. Kosztowna. Ale się udało.
Kiedy zdjęto bandaże, dziewczyna zamrugała. Światło ją ukłuło. Wtedy zobaczyła.
Pierwsza twarz należała do Andrieja. Zmęczona. Podekscytowana. Z oczami pełnymi łez.
— Jesteś… jesteś piękna, wyszeptała.
Oboje płakali.
Minęły lata. Otworzyli mały warsztat. Ona szyła. On sprzedawał. Kupili dom. Mieli dziecko.
Pewnego dnia w bramie pojawił się jej ojciec. Stary. Chory. Samotny.
— Myliłem się… — mruknął.
Spojrzała na niego. I nie czuła nienawiści. Tylko ciszę.
— Nie jestem już niczyją pomyłką, powiedział spokojnie.