Mijały miesiące, a wojna między Kartelem z Medellía, dowodzonym przez Pablo Escobara, a Kartelem z Cali, dowodzonym przez braci Rodrígüeza Orejulę i José Sátę Cruza Lodoño, eskalowała. To, co zaczęło się jako rywalizacja handlowa, przerodziło się w krwawy konflikt, który co tydzień pochłaniał ofiary śmiertelne. Ze swojej pozycji w organizacji Rodrígüez zaczął odczuwać konsekwencje tej wojny.
Środki bezpieczeństwa zostały potrojone. Wzdłuż wybrzeża ustawiono punkty kontrolne, częste zmiany lokalizacji i zastosowano tajną komunikację. Napięcie było namacalne. Gustavo wyjaśnił sytuację podczas spotkania w sprawie bezpieczeństwa. „Kartel z Cali próbuje wyeliminować naszych kluczowych współpracowników. Zabili już kilku naszych popleczników w Bogocie i wzdłuż wybrzeża”.
Stosują inne taktyki niż my. Przekupują policjantów, infiltrują informacje i korzystają z usług profesjonalnych płatnych zabójców. Są bardziej dyskretni, ale równie zabójczy. Wszyscy musimy być w stanie najwyższej gotowości. W nocy, gdy Rodrigo pełnił wartę przy budynku w wiosce, odebrał pilny telefon od Gustavo. Kod czerwony. Możliwe bezpośrednie zagrożenie w twojej lokalizacji.
Posiłki są w drodze. Miej oczy szeroko otwarte i nie wpuszczaj nikogo, kto nie jest na liście osób upoważnionych. Rodrigo poczuł przypływ adrenaliny w całym ciele. Sprawdził swoją broń – rewolwer kalibru .38, który nosił przy biodrze – i ostrzegł dwóch pozostałych strażników. Zgasili światła w holu, aby lepiej widzieć na zewnątrz.
Myszy głośno stukały. Rodrigo zobaczył podejrzany pojazd zaparkowany po drugiej stronie ulicy. Był to szary Dodge Ram 9 z dwoma pasażerami obserwującymi budynek. To był lokalny samochód. Rodrigo natychmiast zgłosił to przez radio. Podejrzany pojazd jechał na północ.
Dwóch mężczyzn w pojeździe. Nowe tablice rejestracyjne. Reakcja Gustavo była natychmiastowa. Nie wdawać się w konfrontację. Zająć pozycje obronne. Posiłki za 2 minuty. Ale wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Dwaj mężczyźni wysiedli z pojazdu z długą bronią i karabinami AK-47.
Ruszyli w kierunku budynku z wyraźnie wrogimi spojrzeniami. Rodrigo zdał sobie sprawę, że nie mają dwóch minut. Musiał działać szybko. „Wszyscy na pokład!” krzyknął do swojej załogi. W tym momencie atakujący otworzyli ogień do fasady budynku. Widok wypełnił głuchy odgłos ognia z broni automatycznej.
Okna w holu roztrzaskały się na tysiąc kawałków. Rodrigo i jego towarzysze odpowiedzieli ogniem z osłoniętych pozycji za kolumnami i umocnieniami. Rodrigo po raz pierwszy brał udział w prawdziwej strzelaninie. Szkolenie, które przeszedł, działało automatycznie. Kontrolował oddech, celował precyzyjnie i strzelał oszczędnie, aby oszczędzać amunicję.
Atakujący, zaskoczeni uzbrojoną odpowiedzią, szukali schronienia za pojazdem. Wymiana ognia trwała, jak się wydawało, godzinami, ale w rzeczywistości zaledwie dwie minuty. Przybyły posiłki: trzy pojazdy z ciężko uzbrojonymi żołnierzami z organizacji Pabla.
Przytłoczeni i osaczeni napastnicy próbowali uciec, ale zostali złapani. Jeden z nich zginął na miejscu; drugi został schwytany i okaleczony. Kiedy w końcu wrócił, Rodrigo sprawdził jego ciało pod kątem obrażeń. Cudem on lub jego towarzysze zostali trafieni, chociaż budynek odniósł znaczne uszkodzenia.
Gustavo przybył kilka minut później, ocenił sytuację i pogratulował Rodrigo. „Brawo, chłopcze. Zachowałeś spokój i broniłeś pozycji. Szef się o tym dowie”. Schwytany napastnik został przesłuchany pod presją tej samej nocy. Przyznał się, że był płatnym zabójcą wynajętym przez Kartel z Cali. Jego misją był atak na posiadłości Pabla Escobara w Medellín w odwecie za podobne operacje Kartelu z Medellín przeprowadzone w Cali.
To był niekończący się cykl przemocy i zemsty. Następnego dnia Pablo osobiście odwiedził budynek, aby ocenić szkody i porozmawiać z ekipą ochrony. Kiedy dotarł do Rodriga, ten stanowczo pokręcił głową. „Powiedziano mi, że działałeś z odwagą i profesjonalizmem. Właśnie tego oczekuję od moich ludzi”.
„Otrzymasz specjalną premię i awans. Potrzebuję cię, tak jak ty, na stanowiskach o większej odpowiedzialności”. Rodrigo podziękował im za te słowa, ale w głębi duszy czuł mieszankę emocji. Zabił człowieka, który walczył, a przynajmniej przyczynił się do jego śmierci, nawet jeśli było to w samoobronie i podczas wykonywania zawodu; ciężar odebrania ludzkiego życia zaczynał ciążyć na jego sumieniu.
Tej nocy w swoim mieszkaniu Rodrigo nie mógł spać. W kółko obserwował scenę strzelaniny. Zastanawiał się, kim był człowiek, który go osądził.