Natalia stała przy oknie swojego biura na dwudziestym trzecim piętrze i patrzyła na miasto, które rozciągało się pod nią niczym szachownica. Z tego miejsca wszystko wydawało się małe i łatwe do ogarnięcia.
Samochody pełzały po bulwarach jak zabawki, ludzie byli niczym więcej niż kropkami, a problemy… problemy tkwiły tam, na dole, daleko. Ale nie dzisiaj.
Dzisiaj problem pojawił się w windzie i teraz siedział w poczekalni, czekając, aż sekretarka ją wpuści.
— Natalio Siergiejewno, twoi rodzice są tutaj — głos Aliny brzmiał ostrożnie, z nutą zaskoczenia. Przez trzy lata pracy nigdy nie widziała, żeby ktoś miał rodzinę w biurze.
— Wiem. Daj mi pięć minut.
Natalia odwróciła się do biurka, bezmyślnie wygładzając segregatory, mimo że leżały już idealnie prosto. Głęboki wdech. Wydech. Nauczyła się kontrolować swoje emocje jako dziecko, kiedy zrozumiała, że łzy i ból niczego nie zmieniają – tylko osłabiają.
Rodzice. Zabawne, jak to słowo wciąż wywoływało u niej lekkie ukłucie, gdzieś pod żebrami, jak drzazga, której nie da się wyciągnąć. Natalia dawno przestała się na nich gniewać. Rozumiała, że starali się jak mogli, jak im się wtedy wydawało. Ale niektórych rzeczy po prostu nie da się zapomnieć.
Jej niepowodzenia zaczęły się jeszcze przed jej narodzinami.
Jej matka rzadko opowiadała tę historię, zazwyczaj po dwóch kieliszkach wina na rodzinnym spotkaniu, kiedy języki się rozluźniały, a panowanie nad sobą słabło. „Nie planowaliśmy ślubu” – mawiała wtedy, patrząc gdzieś w dal. „Po prostu się spotykaliśmy.
Studiowałam w instytucie; chciałam zostać nauczycielką literatury. On pracował w fabryce i później też chciał iść na studia. A potem okazało się, że jestem w ciąży. Twoja babcia mówiła, że to będzie hańba, jeśli się nie pobierzemy. Więc pobraliśmy się w ratuszu, około dwudziestu gości, tort i szampan. Nie mogę powiedzieć, że byliśmy wtedy szczęśliwi”.
Natalia wspominała mieszkanie, w którym spędziła dzieciństwo. Mieszkanie na obrzeżach miasta, dwa pokoje, niskie sufity, zawsze za ciasne. Jej ojciec pracował na dwa etaty, matka jako korepetytorka i sprzątaczka. Nigdy nie było dość pieniędzy.
Pamiętała, jak rozmawiali szeptem w kuchni nocami, jak jej matka czasami płakała, jak ojciec z irytacją trzaskał drzwiami.
— „Przez ciebie nie mogłam skończyć studiów” – powiedziała kiedyś jej matka, gdy Natalia miała około dziewięciu lat. Nie ze złością, po prostu stwierdzając fakt, jak się mówi o pogodzie. — „Musiałam rzucić szkołę w trzecim roku”. Nie mieliśmy pieniędzy.
Wtedy Natalia nie rozumiała, dlaczego te słowa tak bardzo ją bolały. Ale je pamiętała. A lata później uświadomiła sobie, że była nieplanowanym dzieckiem, dzieckiem, które znacząco odmieniło życie jej rodziców.
Nie kochali się, ale pobrali się, bo spodziewali się dziecka. Oboje musieli pracować zamiast się uczyć.
Było ciężko.
Ale z czasem w ich życiu zapanował porządek. Ojciec awansował, matka znalazła pracę w fabryce. Zamienili dom na trzypokojowe mieszkanie w lepszej dzielnicy. Natalia miała wtedy jedenaście lat. A potem urodziła się Alisa.
Druga córka była wyczekiwana. Planowana. Kupowali zabawki, urządzali pokój, wybrali imię. Kiedy urodziła się Alisa, jej rodzice zdawali się zapomnieć o wszystkich wcześniejszych trudnościach.
Natalia pamiętała, jak ojciec godzinami spacerował po parku z wózkiem, jak matka śpiewała kołysanki nad kołyską. Spojrzeli na Alisę z czułością, jakiej nigdy nie okazali najstarszej córce. — Niech ma lepsze życie niż my — powiedział jej ojciec. — Niech się uczy, niech się kimś stanie. Zrobimy, co w naszej mocy.
I zrobili, co mogli. Alisa chodziła do szkoły muzycznej, na lekcje angielskiego, na lekcje tańca. Dostawała piękne ubrania, zabawki, książki. A do Natalii mówili:
— Jesteś już dorosła, rozumiesz. Nie starczy dla dwojga.
Natalia zrozumiała. I milczała. Nauczyła się być cicha, niepozorna, niczego nie żądać. Po szkole gotowała, sprzątała, opiekowała się Alisą, podczas gdy jej rodzice pracowali. W wieku czternastu lat prowadziła dom praktycznie sama.
— Pomagaj siostrze w lekcjach. Gotuj jedzenie. Idź do sklepu. — To była uwaga, jaką otrzymywała.
Alisa natomiast była rozpieszczana. Dostawała nowe sukienki, a Natalia znosiła stare. Alisa mogła zostawać do późna, podczas gdy Natalia musiała być w domu o ósmej. Alisa dorastała w miłości i trosce, niczym kwiat w szklarni. Od najmłodszych lat najstarsza z nich odczuwała gniew na niesprawiedliwy świat. Początkowo było to dziecinne oburzenie: dlaczego jej wolno, a mnie nie?
Dlaczego nasi rodzice uśmiechają się do Alisy, a na mnie patrzą ze zmęczeniem i wymaganiami? Później to uczucie przerodziło się w cichą, zimną wściekłość. I ta wściekłość stała się siłą napędową, która pchała ją naprzód.
„Udowodnię ci to” – pomyślała Natalia, pochylając się nad podręcznikami po połowie…