— A Alisa?
Zapadła cisza…
— Alisa… — Mama spojrzała na Tatę. — Już byliśmy u niej.
— I?
— Powiedziała, że nie ma takich pieniędzy. Że sama ma kłopoty finansowe. Właśnie kupiła samochód, na raty…
— Samochód — powtórzyła powoli Natalia. — Zrozumiałe.
Wstała i podeszła do okna. Miasto na dole żyło własnym życiem, obojętne na dramaty innych. Pięćset tysięcy. Dla niej to była kwota, którą zarobiła w niecałe dwa miesiące. Mogła ją po prostu przelać. Rozwiązać całą sprawę jedną transakcją.
Ale w środku coś zacisnęło się w twardy węzeł.
— Powiedz mi szczerze — zwróciła się do rodziców. — Dlaczego przyszłaś do *mnie*?
— Natasza, jesteś… jesteś taka odnosząca sukcesy, dasz radę…
— Dlaczego akurat *mnie*? — powtórzyła głośniej. — Masz ukochaną córkę, prawda, której podarowałaś mieszkanie! Tę, którą rozpieszczałaś całe życie, dla której poświęciłaś wszystko! Czemu nie poszłaś do *niej*?
— Natasza, proszę…
— Nie! — poczuła, jak lata tłumionego gniewu, cichego znoszenia bólu i cichego posłuszeństwa nagle wybuchają. — Nie, chcę to usłyszeć! Czemu *ty* przyszłaś do *mnie*?! Masz przecież ukochaną córkę, której podarowałaś mieszkanie! Której kupiłaś wszystko, czego zapragnęła!
Która, nawiasem mówiąc, mieszka w TWOIM mieszkaniu, a ty musisz radzić sobie sama w ciasnym mieszkaniu na obrzeżach miasta! Która ma nowy samochód, który może sprzedać!
— Kochanie, uspokój się…
— Nie jestem *żadną* kochaną! — Głos Natalii drżał ze złości. — Kochanie — to Alisa! To ja gotowałam i myłam podłogi! To o mnie myślałaś, kiedy potrzebowałaś pomocy!
Ale gdzie byłaś *ty*, kiedy było mi ciężko? Kiedy zdawałam egzaminy sama, szukałam pracy sama, sama walczyłam o awans?
Mama płakała. Ojciec siedział ze spuszczoną głową.
— My… myśleliśmy, że jesteś silna — powiedział cicho. — Że poradzisz sobie sama. A Alisa… jest taka wrażliwa, taka…
— Rozpieszczona? Samolubna? Niezdolna do zadbania o siebie?
— Chcieliśmy jak najlepiej — wyszeptała matka. — Zrobiliśmy, co mogliśmy…
— Jak najlepiej? — Natalia gorzko się zaśmiała. — Zrobiłaś z jednej córki służącą, a z drugiej infantylną księżniczkę. Gratulacje, udało ci się. A teraz, kiedy księżniczka odmawia ci pomocy, ty przychodzisz do służącej.
— Nataszo, rozumiemy, że się myliliśmy — Ojciec próbował wstać, ale zabrakło mu sił. — Rozumiemy. Wybacz nam. Ale ja… potrzebuję tej operacji. Bez tego nie dożyję wiosny.
Zapadła ciężka cisza, ostra i bolesna. Natalia stała tam, a w jej wnętrzu ścierały się dwie siły: gniew, który narastał latami, i coś jeszcze.
Żadnej miłości. Żadnej litości. Może tylko uświadomienie sobie, że te dwie stare, złamane osoby to jedyne, co mogła jeszcze nazwać rodziną. I że po nich została tylko Alisa — z którą absolutnie nic jej nie łączyło.
Wróciła do biurka, wzięła telefon, wpisała kwotę i nacisnęła „Wyślij”.
— To za operację i opiekę pooperacyjną. Nie wracaj.
— Natasza…
— Powiedziałam: nie wracaj. Pomagam ojcu, bo nie chcę mieć na sumieniu jego śmierci. Ale nie chcę cię już więcej widzieć. Ani ciebie, ani Alisy. Mam dość bycia liną ratunkową. Mam dość bycia tą, do której ludzie się zwracają, gdy nie ma już nikogo innego.
— Odpłacimy — Ojciec spuścił wzrok. — Naprawdę, oddamy.
— Nie trzeba — powiedziała Natalia, odwracając się do okna. — Alina cię odprowadzi.
Kiedy drzwi zamknęły się za nimi, Natalia opadła na krzesło. Jej ręce drżały. Czuła w piersi pustkę i ciężar jednocześnie.
Postąpiłam słusznie, powiedziała sobie. Pomogłam, bo mogłam. Bo byłam wystarczająco silna, żeby zarobić te pieniądze. Bo nie jestem jak Alisa — która tylko bierze i nic nie daje w zamian.
Ale dlaczego to tak bolało?
Telefon zawibrował. Wiadomość od mamy: „Dziękujemy, kochanie. Wybacz nam. Kochamy cię”.
Natalia długo wpatrywała się w ekran. Miasto w dole szło dalej. Samochody pełzały po bulwarach, ludzie spieszyli się do pracy.
Dawno już wybaczyła rodzicom. Ale niektórych rzeczy nie da się zapomnieć. I czasu nie da się cofnąć.
Natalia przetarła twarz dłonią, wyprostowała się i otworzyła laptopa. Za godzinę miała spotkanie, a dziś wieczorem prezentację nowego projektu. Życie toczyło się dalej. Jak zawsze. Da sobie radę. Jak zawsze. Sama.