Teraz Noah miał już rok. Nadal niewiele mówił – tylko cicho gaworzył i wskazywał – ale jego słodki uśmiech rozczulał każdego wokoło. Tamtego ranka spakowałam torbę z pieluszkami, przypięłam go w foteliku samochodowym i pojechałam do domu mojej mamy. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć, ale czułam ucisk w piersi przez całą drogę, jakby ta wizyta była ważniejsza, niż myślałam.
Mama otworzyła drzwi, zanim jeszcze zapukałam. W chwili, gdy zobaczyła Noaha, jej twarz złagodniała.
„O mój Boże,” wyszeptała, stawiając delikatny krok do przodu. „Chodź tu, kochanie.”
Noah wyciągnął rękę ciekawsko. Moja mama wzięła jego maleńką dłonią w swoją, tak samo delikatnie, jak kiedyś trzymała moją rękę, gdy byłam dzieckiem.
I wtedy jej twarz się zmieniła.