„Oczywiście” – powiedział Sydney, wstając i poprawiając płaszcz. „Nie spiesz się. Ale nie zapominaj, że trzydziestodniowy termin zaczyna się jutro. A te rachunki za leczenie… cóż, im dłużej leżą, tym bardziej się komplikują”.
Zostawili mnie samą w biurze Floyda, otoczoną duchami naszego wspólnego życia. Siedziałam tam, gdy popołudniowe światło przesączało się przez pokój, tworząc cienie, które zdawały się kpić z jasności, którą kiedyś dzieliliśmy tu z Floydem.
Drżącymi rękami znalazłam małą szufladkę w biurku Floyda, w której zawsze trzymał swoje rzeczy osobiste. W środku, pod starymi rachunkami i wizytówkami, wyczułam coś nieoczekiwanego: mały kluczyk, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Był stary, mosiężny, wygładzony od użytkowania. Nie pasował do żadnego zamka w domu.
Przez okno zobaczyłam samochód Edwina wciąż zaparkowany na podjeździe. On i Sydney stali obok niego, blisko siebie, pogrążeni w ożywionej rozmowie. Śmiali się. Świętowali. Podzielili się spadkiem.
Ale gdy patrzyłem, jak odjeżdżają, stało się coś dziwnego. Zamiast rozpaczy, której się spodziewałem, zaczęło wkradać się inne uczucie. Zimna, twarda determinacja.
Klucz w mojej dłoni zdawał się nabierać ciepła, gdy go trzymałem. Jutro dowiem się, który zamek otwiera. Dziś wieczorem pozwolę Sydney i Edwinowi cieszyć się zwycięstwem. Bo nie mieli pojęcia, że gra dopiero się zaczęła.
Martin Morrison był prawnikiem Floyda przez piętnaście lat. I przez cały ten czas nigdy nie widziałem go tak nieswojo, jak wtedy, gdy siedział naprzeciwko mnie w swoim biurze w centrum miasta.
„Colleen” – powiedział, zdejmując okulary i czyszcząc je po raz trzeci w ciągu dziesięciu minut. „Muszę ci stanowczo doradzić. To nie jest właściwa decyzja”.
„Rozumiem twoje obawy, Martinie” – powiedziałem, a mój głos był pewniejszy, niż się czułem. „Ale moja decyzja jest ostateczna”.
„Możesz się z tym kłócić” – błagał, pochylając się do przodu. „Testament… zawiera nieprawidłowości. Pytania o stan psychiczny Floyda podczas ostatniej kontroli. Moglibyśmy to zakwestionować. Zmusić Sydney i Edwina do negocjacji.
„I ile by to zajęło? Lata? Podczas gdy tonę w 180 000 dolarów długu medycznego?”
Szczęka Martina się zacisnęła. „Sydney i Edwin grają ostro. Ale właśnie dlatego nie powinieneś im dawać tego, czego chcą”.
Czytaj dalej, klikając przycisk (DALEJ 》) poniżej!
REKLAMA