„A co, jeśli po prostu podpiszę wszystkie niezbędne dokumenty?” – zapytałam cicho. „Przenieść wszystkie prawa do nieruchomości. A potem bez problemu się z tego wywinąć. Jak szybko to może nastąpić?”
„Tydzień. Może dwa. Ale Colleen, straciłabyś miliony”.
„Sporządź dokumenty, Martin” – powiedziałam. „Chcę mieć wszystko na piśmie. Ich zgodę na pokrycie kosztów leczenia z majątku przed jego podziałem. Jasny harmonogram wypłaty odszkodowania z ubezpieczenia. I klauzulę zabezpieczającą mnie przed przyszłymi roszczeniami dotyczącymi majątku Floyda”.
„Colleen, jak to podpiszesz, nie będzie odwrotu”.
„Wiem”.
Wychodząc z gabinetu Martina, poczułam klucz w torbie. Floyd coś mi zostawił. Byłam tego pewna. I cokolwiek to było, Sydney i Edwin nic o tym nie wiedzieli.
Klucz otworzył skrytkę depozytową w First National Bank na J Street. Skrytkę depozytową, o której istnieniu nawet nie wiedziałam. Kierownik banku zaprowadził mnie do skarbca. „Pan Whitaker był bardzo konkretny w kwestii tego skarbca” – powiedziała. „Tylko ty i on mieliście do niego dostęp. Otworzył go jakieś sześć miesięcy temu”.
Sześć miesięcy temu. Dokładnie wtedy, gdy stan zdrowia Floyda zaczął się pogarszać.
W pudełku nie było żadnych dokumentów prawnych, tylko prywatne listy, wydrukowane e-maile i raporty z monitoringu.
Pierwszą rzeczą, jaką przeczytałam, był list napisany ręką Floyda.
Colleen, jeśli to czytasz, to znaczy, że mnie już tu nie ma, a chłopcy pokazali swoją prawdziwą naturę. Przykro mi, że nie mogłam ci tego powiedzieć, kiedy jeszcze żyłam, ale musiałam mieć pewność.
Aby kontynuować czytanie, kliknij przycisk (DALEJ 》) poniżej.