„Mario, tacy ludzie jak ty nie zasługują na spanie na parkingu. Zrobiłaś dla mnie za dużo, żeby mnie tak zostawić”.
Próbowałam się uśmiechnąć, ale moja twarz się skrzywiła.
„Sorin, nie przyszłam cię o nic prosić… Po prostu nie miałam już nikogo”.
Pokręcił głową, niemal gniewnie.
„Zgadza się. Miałeś mnie całe życie. Po prostu nie chciałeś mnie niepokoić”.
Kierowca wjechał na nowy kompleks apartamentowy, gdzie na balkonie paliły się światła. Mocno ścisnęłam torbę przy piersi, jakby to było moje zbawienie. Samochód zatrzymał się przed wysokim budynkiem z ochroniarzem przy wejściu i marmurowymi ścianami.
„Gdzie jesteśmy?” zapytałam cicho.
Sorin uśmiechnął się do mnie po raz pierwszy, odkąd wziął mnie w ramiona.
„U mnie”.