Faza 3: „Zrobiłeś ze mnie głupca” i prawda o pustym garnku.
Kiedy ostatni gość wyszedł, Mikołaj gwałtownie odsunął krzesło i usiadł, dysząc. Na stole stała kasza gryczana, ale nikt jej nawet nie spróbował. Wódka wciąż była prawie pusta. A cisza w mieszkaniu stała się tak ogłuszająca, że słychać było kapanie z kranu.
„Zhańbiłeś mnie” – powiedział cicho. „Rozumiesz? Szefowi. Ludziom”.
Spojrzałam na niego spokojnie. Ku mojemu zaskoczeniu, moja pierś już nie drżała.
„Zhańbiłeś mnie pierwszy” – odpowiedziałam. „Kiedy urządziłeś lodówkę jak koszary. Kiedy jadłeś mięso i śmiałeś się, że »pościel jest zdrowa«”. Kiedy powiedziałeś: „Jeśli chcesz pomóc swojemu synowi, proszę bardzo, ale nie moim kosztem” – jakbym była twoim wrogiem”.
„Chciałem tylko…” – zawahał się. „Chciałem sprawiedliwości. Jestem zmęczony”.
„Sprawiedliwości?” Powoli zdjąłem fartuch i powiesiłem go na oparciu krzesła. „Sprawiedliwość to wtedy, gdy ludzie dochodzą do porozumienia. A ty bez pytania przedstawiłeś mi zasady. A na dodatek chciałeś, żebym zorganizował ci przyjęcie rocznicowe za własne pieniądze”.
Nikołaj podskoczył i wykonał ostry gest ręką:
— No, patrz! Mam ludzi! Mam szefa! Muszę dobrze wyglądać!
„Ale muszę żyć” — powiedziałem spokojnie. — „Nie tylko przetrwać u twego boku”.
Przez chwilę milczał. Potem spróbował trafić w czuły punkt:
– Tak, rzeczywiście. Wszystko powierzasz synowi. On jest dla ciebie najważniejszy.
„Nie mieszaj, Nikołaju” — powiedziałem, patrząc prosto przed siebie. „Syn to miłość. A ty jesteś umową. I złamałeś tę umowę”.
Zmrużył oczy:
— Jaką inną umowę?
Skinąłem głową w stronę kuchni:
— Umowa jest taka, że rodzina je razem. Że nikt nie dzieli półek. Że nikt nie zmusza nikogo do diety ze wstydu.
Nikołaj chciał coś powiedzieć, ale nie mógł znaleźć słów. Bo w jego umyśle „rodzina” zawsze oznaczało „czuję się swobodnie”.