Faza 7: Ostateczna rozmowa i niespodziewana sprawiedliwość
Tydzień później zadzwonił Mikołaj.
„Daleko” – głos brzmiał już nie gniewnie, lecz zmieszanie. „Naprawdę… jesteś gotowy? Może wrócisz? Ja… ja byłem zbyt pochopny”.
Zamilkłem na chwilę.
„Mikołaju” – powiedziałem spokojnie – „nie przesadziłeś. Pokazałeś, jak żyjesz. I nie chcę się już z tym zmagać”.
„Ale ja… mogę robić rzeczy inaczej” – zawahał się. „Rozumiem”.
„Zrozumiałeś to dopiero, gdy szef się odwrócił” – odpowiedziałem. „Nie wtedy, gdy schudłem. Nie wtedy, gdy jadłem makaron bez masła. Zrozumiałeś to dopiero, gdy poczułeś wstyd przed mężczyzną, a nie przed żoną”.
Zamilkł.
„Złożyłem pozew o rozwód” – powiedziałem. „Nie z zemsty. Ale z szacunku do samego siebie”.
Mikołaj wziął głęboki oddech:
– Co mam teraz zrobić? Odpowiedziałem szczerze:
— Uczę się być człowiekiem bez publiczności. Najtrudniej jest, gdy nikt nie klaszcze.
Rozłączyłem się i poczułem, że moje ręce przestały się trząść. Po raz pierwszy.