Dziękujecie mu i wstajecie, żeby wyjść, ale zanim to zrobicie, ojciec Miguel mówi coś jeszcze.
„Klara zapytała mnie dwa tygodnie przed śmiercią, czy ktokolwiek może przyznać się do oszustwa, jeśli oszustwo to zostało popełnione w celu ochrony dziecka”.
Zatrzymujecie się w drzwiach.
„Co powiedziałeś?”
„Powiedziałem, że ochrona kupiona kłamstwem zazwyczaj przynosi zyski”.
Na zewnątrz miasto znów wygląda zupełnie zwyczajnie. Łodzie rybackie. Piekarnia z wystawionym słodkim chlebem. Nastolatki w szkolnych koszulkach polo palą papierosy za ścianą z betonowych bloków, jakby każde pokolenie jako pierwsze wynalazło bunt. Ta zwyczajność doprowadza was do furii. Gdzieś głęboko w tych ulicach kryje się prawda na tyle wielka, że może z mocą wsteczną zmienić wasze małżeństwo, a jednak świat pozostaje słoneczny.
Sklep rybny znajduje się przy marinie.
Na górze rzeczywiście jest małe mieszkanie z wąskim balkonem i łuszczącą się niebieską farbą. Starsza kobieta zamiatająca schody mówi wam, że Adriana wyprowadziła się „miesiące temu, może nawet wcześniej” po kłótni z mężczyzną spoza miasta o przeniesienie pudeł. Myśli, że Adriana czasami pracuje wieczorami w barze nad wodą, a może w agencji wynajmu. Jej pewność zmienia się co trzy zdania, ale jeden szczegół utkwił jej w pamięci.
„Zawsze miałam telefon tej staruszki” – mówi kobieta. „Powiedziała, że trzymała go włączonym ze względów prawnych”.
No i proszę.
Czujesz niemal ulgę, słysząc coś konkretnego.
Adriana.
Imię. Ciało. Złodziej z praktycznymi motywami.
Spędzasz popołudnie, zadając pytania ostrożnym tonem, jakiego używają ludzie, udając, że nie szukają czegoś ostrego. W kawiarni przy marinie zmywak wskazuje ci bar dwie ulice dalej. W barze menedżer ds. lunchu mówi, że Adriana pracuje w czwartkowe wieczory, może też w piątki. Jest dopiero środa.
Masz więc teraz czas. Czas jest niebezpieczny, gdy pamięć jest już mglista.
Wracasz na cmentarz, bo raz poruszony żal nie pozostawia nikogo obojętnym. Tym razem dłużej patrzysz na grób Mariny. Na nazwisko. Na daty. Na słowa.
Zmarł za wcześnie.
Brak szczegółów wypadku. Brak wzmianki o ukochanej córce konkretnych rodziców, co jest powszechne w epitafiach małych wiosek. Brak zdjęcia wyrytego w kamieniu, takiego jak na sąsiednich nagrobkach. Właściwie cały grób wydaje się nieco bezosobowy w porównaniu z grobem Klary, jakby został pospiesznie złożony, używając szablonów, a nie z dbałością i uwagą.
Powinnaś była to zauważyć lata temu.
Ale lata temu ledwo funkcjonowałaś. Ludzie urządzili ci pogrzeb, a ty sama się przez niego przebrnęłaś, bo żałoba to często nic więcej niż biurokracja z bijącym sercem.
Przejeżdżasz obok komisariatu policji i prosisz o kopię protokołu wypadku. Zastępca szeryfa przy biurku jest uprzejmy i znudzony, dopóki nie zobaczy nazwiska.
„Marina Morales Reyes” – powtarza. „To stare”.
„Jak stare?”
Sprawdza system i marszczy brwi. „Plik został fizycznie zarchiwizowany. To może potrwać dzień lub dwa”.
Podajesz mu swoje dane, a następnie pytasz, czy przeprowadzono sekcję zwłok.
Znów patrzy na ekran. „Nie ma żadnej w przeglądzie”.
„Zamknięte pudełko?”
„Tak”.
„Pozytywna identyfikacja?”
Tym razem przewija dłużej.
Potem jego wyraz twarzy lekko się zmienia.
„Jest jeszcze jedna uwaga” – mówi. „Identyfikacja na podstawie rzeczy osobistych i potwierdzenie przez członków rodziny”.
Czujesz suchość w ustach.
Brak dokumentacji dentystycznej.
Brak weryfikacji odcisków palców. Brak sekcji zwłok.
Wypadek tak poważny, że konieczna była zamknięta trumna, oraz identyfikacja na podstawie rzeczy osobistych i pogrążonej w żałobie matki.
Wchodzisz w upał, czując, jakby słońce zamieniło się w lampę przesłuchań.
Do wieczora masz już dwie teorie.
Pierwsza jest prosta i przerażająca. Adriana ukradła telefon Clary po jej śmierci i ciągle zabierała ci pieniądze. Dziwne nazwisko na grobie to pomyłka lub preferencja rodzinna. Twierdzenia Clary, że Marina wciąż żyje, były wynikiem żalu i dezorientacji. Oszustwo ma charakter finansowy, a nie egzystencjalny.
Druga teoria jest szalona.
A kiedy już się pojawi, nie da się tego wyrzucić z głowy.
A co, gdyby Clara nie była zdezorientowana?
A co, gdyby Marina nie umarła?
A co, gdyby wypadek stał się szansą, a ty przez pięć lat inwestowałeś pieniądze w kłamstwo, które miało nie tylko cię wykorzystać, ale także wymazać z pamięci kobietę, którą kochałeś?
Prawie nie śpisz.
O 23:47 twój telefon znów się rozświetla, z powiadomieniem z numeru Clary.
Jeśli jesteś pracownikiem banku, mogę się spotkać jutro. Nie dzwoń pod ten numer za późno.
Odpisujesz, zanim będzie trzeba zachować ostrożność.
Nie jestem pracownikiem banku. Jestem Roberto.
Trzy kropki daleko