Kilka dni później przyszła do domu Clary ranna, przerażona i nie sama. Był z nią mężczyzna. Nie kochanek, pisze Clara. Mężczyzna o imieniu Gabriel, który jej pomógł. Clara pisze, że Marina błagała ją, żeby się z nią nie kontaktowała. Powiedziała, że ludzie jej szukają. Powiedziała, że wypadek nie był przypadkiem i że gdyby Roberto wiedział, że żyje, on również byłby w niebezpieczeństwie.
Ściskasz mocniej tę stronę.
Clara pisze, że Marina odkryła coś w firmie księgowej, w której pracowała. Pranie brudnych pieniędzy. Fałszywi dostawcy. Projekt nieruchomości powiązany z fikcyjnymi firmami i lokalnymi urzędnikami. Gabriel był śledczym powiązanym z federalną grupą operacyjną. Marina skopiowała dokumenty. Wypadek wydarzył się po tym, jak umówiła się z kimś na spotkanie i przekazała dowody. Była przekonana, że ktoś chciał jej śmierci.
Więc pozwolili miastu myśleć, że to ona. Clara przyznaje, że zgodziła się na kłamstwo, ponieważ Marina była ranna i przerażona i przekonana, że ukrywanie się to jedyny sposób na przeżycie. „Powiedziałam sobie, że to tylko tymczasowe” – czytamy w liście. „Potem minął rok. Potem dłużej. Potem nie wiedziałam już, czy ją chronię, czy chronię przed grzechem, jakim było pomaganie jej w zniknięciu”.
Całe twoje ciało jest jednocześnie naelektryzowane i odrętwiałe.
Marina wciąż żyje.
Marina postanawia ci nie mówić.
Marina jest w niebezpieczeństwie.
Marina zostawia cię, byś pochowała trumnę i opłakiwała ducha, a sama udaje się gdzie indziej pod opiekę kogoś innego.
A potem najgorsze zdanie w liście:
Kilka razy chciała się z tobą skontaktować. Dwa razy ją powstrzymałam. Powiedziałam jej, że twoja miłość sprawi, że zaczniesz szukać. Powiedziałam jej, że jeśli nadal będą źli ludzie, umrzesz za swoją lojalność. Nie wiem, czy cię uratowałam, czy odebrałam ci życie. Siedzisz w gabinecie ojca Miguela z listem drżącym w dłoniach.
„Kiedy to zostało napisane?” – pytasz.
„Dwa tygodnie przed śmiercią Clary” – mówi cicho.
Czy wiedziała, gdzie jest Marina?
Długa pauza.
„Myślę, że wiedziała, gdzie Marina była ostatnim razem. Nie wiem, czy wiedziała, gdzie była wtedy”.
Przeczytaj resztę sama.
Clara wymienia Adrianę z imienia. Mówi, że wiedziała o comiesięcznych pieniądzach od dawna i że Clara ma do niej żal za to, że „wciąż myli jałmużnę z kłamstwem”. Adriana nazywała to odszkodowaniem; Clara nazywała to kradzieżą. Ich związek rozpadł się z tego powodu. Clara obawiała się, że Adriana będzie nadal żyć po jej śmierci, ponieważ „nauczyła się traktować żałobę jak pieniądze, którymi się nie opiekowała”.
Na końcu listu znajduje się adres.
Może nieaktualny. Niepewny. Ale na pewno wskazówka.
Santa Fe, Nowy Meksyk. Stanowisko pomocy prawnej dla kobiet.
Do wiadomości: Elena Voss.
Nie Marina.
Elena.
Wpatrujesz się w fałszywe imię, aż zaczynasz czuć się jak na drugim pogrzebie.
Zanim zdążysz pójść dalej, telefon znów wibruje.
Numer Clary.
Spotkajmy się o 18:00 na starym molo. Przyjdź tylko, jeśli chcesz odpowiedzi.
No więc, Adriano.
Albo ktoś z nią pracuje.
Pokazujesz wiadomość ojcu Miguelowi.
Mówi dokładnie to, co powinien powiedzieć każdy ksiądz ze zdrowym rozsądkiem i solidną dawką wiedzy o wsi: „Nie idź sam”.
Dzwonisz do szeryfa. Tym razem nie do recepcji. Hank Liddell, choć na emeryturze, podaje ci nazwisko detektywa, który chce pomóc szalonemu wdowcowi, którego zmarła żona może nie żyć. Detektyw Lena Ortiz słucha tonem sugerującym, że słyszała gorsze historie, a później z nich kpiła. Kiedy mówisz o trwających oszustwach bankowych, posługiwaniu się fałszywymi tożsamościami i możliwym powiązaniu z zaaranżowaną śmiercią w związku ze starą sprawą korupcyjną, jej zainteresowanie wzrasta.
O piątej trzydzieści siedzisz w samochodzie, dwie ulice od starego molo, wyposażony w ukryty mikrofon, na który nie zgodziłeś się entuzjastycznie, ale który i tak zaakceptowałeś, bo prawi mężczyźni w opowieściach często giną z powodu własnej, dramatycznej niezależności.
Molo jest na wpół spróchniałe i korzystają z niego głównie nastolatkowie, rybacy i ludzie, którzy podejmują złe decyzje, bo widok sprawia, że uważają swoje wybory za poetyckie. Morze jest dziś wzburzone. Wiatr wyje. Deski skrzypią. Idealne warunki do taniej zdrady.
Adriana już tam jest.
Wiesz, że to ona, zanim się odwróci, bo wygląda jak typ kobiety, która kradzież nazwałaby „praktyczną” i mówi serio. Po trzydziestce. Piękna w twardy sposób. Biała lniana bluzka. Ciemne dżinsy. Papieros, którego nigdy nie zapala. Oczy Clary, bystrzejsze i bardziej złośliwe.
„Przyszedłeś”, mówi.
„Okradłeś mnie”.
Śmieje się.
Nie da się zaprzeczyć. To wkurza cię bardziej niż jakakolwiek wymówka.
„Przez trzy lata?” – pytasz. „Ciągle przyjmowałeś pieniądze”.