Był mniejszy, niż Mateo zauważył. Być może to on go zauważył, większy niż ktokolwiek mógłby być. Jego włosy były zupełnie białe, teraz związane w krótki warkocz, a oczy, które z daleka go obserwowały, potrzebowały sekundy, zaledwie sekundy, aby przetworzyć to, co widziały. Szmata upadła na ziemię. Podeszła do niego nie biegnąc, bo nogi już jej nie niosły, ale z pilnością, której nie trzeba było odczuwać, by była szybka.
Kiedy dotarła na miejsce, położyła obie dłonie na twarzy Mateo, tak jak kładzie się dłonie na czymś, co mogłoby zniknąć, gdyby nie zostało dotknięte. I przyjrzała mu się uważnie, powoli, każdej części jego twarzy. „Czy to ty, mój synu? Czy to naprawdę ty?” „Tak, mamo, to ja”. Zamknęła oczy i oparła czoło o jego pierś. Mateo położył dłoń na jej plecach i poczuł, jakie są cienkie, i zacisnął zęby. Trwali tak przez długi czas.
Don Filiberto został przy płocie, odwracając wzrok ze skrzyżowanymi ramionami. Kiedy weszli do domu, Mateo zobaczył to, co opisał Don Filiberto, ale i tak uderzyło go, jakby się tego nie spodziewał. Niedokończone ściany, niski sufit z zaciekiem w rogu, meble, które znał z domu w Guadalajarze, ale które tutaj, w tej małej, nudnej przestrzeni, wydawały się nie na miejscu.
Usiedli przy kuchennym stole. Don Aurelio spojrzał na syna z mieszaniną ulgi i czegoś mroczniejszego, co jeszcze się nie ujawniło. „Dlaczego nigdy nie chciałeś się z nami widzieć, synu?” – zapytał w końcu cicho. „Rodrigo pokazał nam notatkę, w której prosiłeś, żebyśmy nie przychodzili”. Powiedzieliśmy, że to twoja sprawa, że mamy twoje powody, ale to był pierwszy rok. Powiedział mi, że zostawiłeś też instrukcje.
Pod moim wzrokiem. Czekałem na zewnątrz godzinę, Mateo, na wypadek gdybyś wyszedł. Nigdy tego nie zrobiłeś. Mateo spojrzał na ojca, potem na matkę, po czym powiedział tym samym cichym głosem: „Nigdy tego nie podpisałem, tato, i nigdy nie wiedziałem, co to było”. Cisza, która zapadła, różniła się od wszystkich poprzednich. Była to cisza dwojga ludzi, którzy zrozumieli, że oboje uczą się sami, choć wcale nie mieli ochoty tego zaczynać. Doña Carmen wstała bez słowa, podeszła do kąta kuchni, otworzyła niską szafkę i wyjęła blaszane pudełko z łuszczącą się farbą.
Położyła je na stole. Rodrigo przyniósł nam te papiery lata temu. Powiedziałem, że mają chronić dom, że o tym wiesz, że podpisałeś umowę. Zrobił pauzę. Nie powiedziałem wszystkiego, co mi zostało, ale jestem nieszczęśliwy, bo byłem moim ojcem, że wszystko, co mam, to dane dziecka. Znalazłem Mateo z poleceniem, żeby jego ptaki posadziły odpowiedź. W pieczy kartki znajduje się wgnieciona okładka i olej po starym liście. Doña Carmen przesunęła ją na środek stołu, nie otwierając jej, jakby czekała na sprzedaż chwilę.
Mateo otworzył ją. Wewnątrz znajdował się plik kartek złożonych na trzy, spiętych nicią, która z biegiem lat stała się krucha. Ostrożnie je wyjął i rozłożył na stole w żółtym świetle reflektora. Don Filiberto podszedł, założył okulary, które nosił w kieszeni na piersi, i czytał obok. Nie było żadnych umów o zakupach, nie było pism, dokumentów nabytych, przepadków własności, czterech spraw w sumie, ze sprzedażą notarialną i rachunkami, które miały być od 6 lat.