Wskazał gestem przytulny pokój. Mieszkać tu, troszczyć się o kogoś, kto traktuje mnie jak człowieka, mieć dostęp do książek i rozmów. To nie brak, ale wciąż jesteś niewolnikiem. Tak, ale wolałbym być niewolnikiem tutaj z tobą, niż wolnym, ale samotnym gdzie indziej. Odwrócił się z powrotem do książek. Czy to źle? Nie sądzę.
Myślę, że mówi to szczerze. Ale jest coś, o czym mu nie powiedziałam. Coś, do czego wciąż nie potrafię się przyznać przed sobą. Zaczynałam czuć coś, coś niemożliwego, coś niebezpiecznego. Pod koniec kwietnia wypracowaliśmy sobie regularny, codzienny plan dnia. Rano Josiah pomagał mi się ubierać, a potem niósł mnie na śniadanie. Książki i literatura
Dowiedz się więcej
Książki
Książki i literatura
Książki
Później wrócił do kuźni, podczas gdy ja zajmowałam się obowiązkami domowymi. Po południu znowu przychodził i spędzaliśmy razem czas. Czasami z fascynacją obserwowałam, jak pracuje, przemieniając żelazo w użyteczne przedmioty. Czasami czytał mi, a jego umiejętności czytania znacznie się poprawiły dzięki dostępowi do biblioteki mojego ojca i moim prywatnym korepetycjom. Wieczorami rozmawialiśmy o różnych rzeczach: o jego dzieciństwie na innej plantacji, o jego matce, którą sprzedano, gdy miał dziesięć lat, i marzeniach o wolności, które wydawały się nieosiągalne. Opowiedziałam mu o mojej matce.
Tej, która zmarła, gdy się urodziłam. O wypadku, który mnie sparaliżował, o poczuciu uwięzienia w ciele, które nie działało, i w społeczeństwie, które mnie nie chciało. Byliśmy dwojgiem wyrzutków, którzy znaleźli ukojenie w swoim towarzystwie. W maju coś się zmieniło. Obserwowałam Josiaha w kuźni, rozgrzewającego żelazo do czerwoności, a następnie nadającego mu kształt precyzyjnymi pociągnięciami.
Dowiedz się więcej
Książki
Romanse
Książki i literatura
„Myślisz, że mogłabym spróbować?” – zapytałam nagle. Spojrzał w górę ze zdziwieniem. Co? Kucie. Wbijanie młotkiem. Elenor, jest gorąco i niebezpiecznie, a nigdy wcześniej nie robiłam niczego wymagającego wysiłku fizycznego, bo wszyscy myślą, że jestem zbyt krucha. Ale może z twoją pomocą. Długo mi się przyglądał, a potem skinął głową.
Dobrze, rozstawię wszystko bezpiecznie. Postawił mój wózek inwalidzki obok kowadła. Rozgrzał mały kawałek żelaza, aż stał się giętki. Położył go na kowadle i podał mi lżejszy młotek. „Uderzaj tam. Nie martw się o siłę. Po prostu poczuj, jak metal się porusza”. Uderzyłam. Młot uderzył w żelazo z cichym, głuchym odgłosem. Ledwo zostawił ślad.
Dowiedz się więcej
Książki
Książki
Książki i literatura
Do dzieła! Uderzyłam mocniej. Uderzyłam mocniej! Żelazo lekko się wygięło. Znowu dobrze. Uderzyłam raz po raz. Paliły mnie ręce. Barki były przypalone, a pot spływał mi po twarzy. Ale wykonywałam pracę fizyczną, kształtując metal własnymi rękami. Kiedy żelazo ostygło, Josiah podniósł lekko wygięty kawałek.
„Twój pierwszy projekt nie był wielki, ale dałeś radę”. Odłożył żelazo na bok. „Jesteś silniejszy, niż myślisz. Zawsze byłeś silny. Potrzebowałeś tylko odpowiedniego zajęcia”. Od tego dnia spędzałem godziny w kuźni. Josiah nauczył mnie podstaw: jak nagrzewać metal, jak kuć młotkiem, jak go kształtować. Nie byłem jeszcze wystarczająco silny do ciężkich prac, ale potrafiłem tworzyć małe przedmioty: haki, proste narzędzia, ozdoby.
Dowiedz się więcej