Rozdział 1: Urojenie Pijawek
Papier wydawał się cięższy niż powinien, cienki plik dokumentów, który stanowił cały ciężar mojej przyszłości. Stanęłam na balkonie domku na plaży, mojego domu, i pozwoliłam, by słone powietrze smagało mi włosy. Akt własności trzymałam w dłoni, a atrament wciąż lekko pachniał kancelarią prawniczą. Elena Vance, głosił napis. Tylko moje imię. Ani jednej wzmianki o moim mężu. Pode mną Ocean Spokojny uderzał o brzeg w rytmicznym, wiecznym westchnieniu ulgi. To był dźwięk mojego serca.
Latami oszczędzałam każdy grosz z dziedzictwa, które zostawiła mi babcia, sekretne oszczędności, które trzymałam oddzielnie od wspólnych kont, które dzieliliśmy z Markiem. Uważał to za skromną sumę, dawno wydaną na nasz ślub i zaliczkę na nasze pierwsze maleńkie mieszkanie. Nie miał pojęcia, że moja babcia, kobieta, która chodziła w kardiganach i jeździła dwudziestoletnim samochodem, była sprytną inwestorką, która zostawiła mi fortunę. Ten dom, ta trzypiętrowa świątynia ze szkła i cedru, położona na kalifornijskim wybrzeżu, była ukoronowaniem jej dziedzictwa i mojego marzenia. To była wolność, nabyta w całości.